niedziela, 2 grudnia 2012

Jak zacząć dzień? Londyński targ rybny

Dzień można zacząć od porannej kawy - to bardzo miłe przebudzenie, prawda, Myśmy jednak dziś wybrali jako początek sobotniego poranka (a może raczej koniec piątkowego wieczoru) Billingsgate Fish Market - całkiem spory targ rybny we wschodniej części Londynu.

Sama hala targowa trochę mnie zawiodła. Po cichu liczyłam, że targ klimatem będzie przypominał Mercado Central w Santiago ale okazało się, że londyński targ rybny to nowoczesna hala, z mocnym oświetleniem, regularnymi stanowiskami i bardzo, bardzo zimna (przynajmniej w grudniowy poranek) i sterylna. Mercado Central - może nie wyglądał tak czysto, pod koniec dnia nie pachniał już swieżością ale jeśli chodzi o klimat, stragany i przede wszystkim wygląd samego budynku to wygrywa z londyńskim targiem.
Wybór ryb, owoców morza ogromny. Chociaż niektórych morskich potworów, które znam z Chile zabrakło. Cóż, inny klimat, inne rewiry połowów i inne upodobania kulinarne.
Z przyjemnością ogladałam świeżutkie krewetki, kraby, langusty, łososie....
Po przejściu przez całą halę trzeba było się na coś zdecydować. Dziś na pierwszy rzut poszedł wielki kawał łososia i wypatrzone przez Mateusza razor clams (łać. Ensis )
Niesamowite stworzonka, w długich skorupkach, białe mięso i zapowiada się, że mogą być podobne do ośmiornicy ( na to liczę) Co prawda w internecie znalazłam informację, że są wyjątkowo słodkie - czy to prawda, okaże się jutro. Obiecuję opisać wrażenia smakowe, podać przepis no i oczywiście wrzucę zdjęcie.
Po powrocie do domu trzeba było podzielić tego łososia i jakoś go upchnąć w lodówce.

Na targ rybny będziemy wracać na większe zakupy ale następnym razem może nie na 4 rano ale bliżej 6. Wybór będzie jeszcze duży a pora dnia już trochę bardziej cywilizowana.


Brak komentarzy: