środa, 28 listopada 2012

Pisco sour - Pisco Peruano - Pisco Polaco.

Wczoraj pilismy pisco sour - tym razem domowej roboty. Pierwsze pisco od wyjazdu z Chile 
i pierwsze domowej roboty i od razu z przygodami. 
Zaczęło się od tego, że nie było prądu. Ja wiem, że w czasach przed elektrycznością to wszystko trzeba było robić przy świetle świec czy kuchennego paleniska. Jeśli jednak ze źródeł światła zostaje jedna zapachowa świeczka, to nawet mrugający iPhone ze swoją latarką jest dużą pomocą.
Limonkę zaczęłam wyciskać prawie po ciemku a to był dopiero początek zabawy.
Okazało się, że z trudem wyciśnięte 4 limonki to trochę mało. 
Potem wrócił prąd i życie wróciło do normy.... ale tylko pozornie.
Ubijanie piany z białek przez dwóch informatyków to bardzo trudne zadanie i bez dobrego oświetlenia mogłoby się źle skończyć. Żałuję, że nie filmowałam tego...
Pisco sour wyszło jednak i naprawdę dobrze smakowało.
W internecie można znaleźć mnóstwo przepisów różniących się niuansami.
W naszym pisco sour było:
3 części pisco ( użyliśmy  Demonios de los Andes)
1 część soku z limonki
syrop z cukru lub cukier puder (myśmy zastosowali chyba obie wersje)
i białko z jajka  (tu nie jestem pewna czy nie za dużo tego białka było...)
Miał być lód... przy pierwszym kieliszku zupełnie o nim nikt nie pamiętał.
Proporcje zostały potrojone (na trójkę pijących).
Dolewka, która została w garnku była już wariacją na temat - proporcje alkoholu do soku bardziej chilijskie:)) no i był lód.

Wypiliśmy wszystko i nikt z pijących nie narzekał :) 
Jedynym problemem był brak shakera (ale to naprawię następnym razem)


Brak komentarzy: