niedziela, 5 sierpnia 2012

Liście koki

Wyprawa na Atacamę była pełna nowych wrażeń, także kulinarnych nawet  takich, które są nielegalne w Europie.
W Polsce makowiec jest typowym ciastem, kutia - wigilijną potrawą a przecież w niektórych krajach przewożenie maku jest zabronione. W Boliwii, Peru, części Chile i Argentyny takim kulinarnym - składnikiem są liście koki.  Liście - nie kokaina! Dla Inków święta roślina, dla współczesnych mieszkańców część ich tradycji. Roślina, która pozwoliła im przetrwać w tak niesprzyjających wysokogórskich warunkach.
Podczas wyprawy do Gejzerów mogliśmy się przekonać o och zdrowotnych właściwościach. El Tatio jest położony na wysokości 4300 m n.p.m. Dla kogoś nie przyzwyczajonego, zmiana wysokości z 2500 na 4300 w ciągu dwóch godzin to duży szok. Żucie liści koki od wielu tysięcy lat ułatwiało mieszkających w tym rejonie Ameryki Południowej ludziom życie, pracę i ciągłe zmaganie się z chorobą wysokościową, nam  pomogły przetrwać wycieczkę do najwyżej na świecie położonych gejzerów. Liście koki zlikwidowały zaczynający się ból głowy, problemy z oddychaniem i inne nieprzyjemne odczucia. Co prawda poruszanie się na takiej wysokości dalej nie było proste ale wolę sobie nie wyobrażać co by było bez tego tradycyjnego leku.
W San Pedro de Atacama w każdym sklepie z pamiątkami można kupić suszone liście koki (500 pesos za opakowanie czyli jakies 3-3,5PLN, cukierki z koką, koka mate (ekspresowa herbarka w torebkach) kremy,  mączkę z liści koki (dociekliwym wyjaśnię - zieloną, nie białą) i wiele innych zdrowych specyfików wykorzystując doborczynne właściwości koki.
Na zdjęciu brownie z orzechami w towarzystwie lodów z koki. Mniam pyszne - a lody w smaku bardzo podobne do tych z zielonej herbaty.
Niestety posiadanie, przewożenie liści koki i wszystkich rzeczy z niej wyprodukowanej jest zabronione więc nic z tych smakołyków nie przywieziemy do Polski.


Brak komentarzy: