piątek, 30 marca 2012

Peruwiańskie Tambo

Nasza ostatnia wizyta w Tambo - smażona serowe kulki z dziwnym sosem(mniam!)
i Grillowane krewetki z warzywami w sosie sojowym.


a to krótki film o tej restauracji: http://vimeo.com/37679788

Już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w Tambo i próbowania kolejnych potraw.

Chez Gerald czyli rozpusta w Vina del Mar


Długo szukaliśmy miejsca na obiad w Vina del Mar.  Na początku odrzucaliśmy różne restauracje, które miały zbyt wysokie ceny..... W wyborze Chez Gerald decyzję podejmował tylko nasz głód.
Warto było go posłuchać bo jedzenie okazało się znakomite.
Miłe wnętrze, z okna widok na Pacyfik....obsługa tylko do naszej dyspozycji bo byliśmy jedynymi gośćmi tego popołudnia. Byłam lekko przerażona  tą pustką i skłonna szukać innej restauracji ale głód 3 mężczyzn wygrał...i nawet nie próbowałam dyskutować.
Na przystawkę zamówiliśmy grzanki z owocami morza i szynką serrano (?) i gaspacho.
Z dan głównych była pyszna Reineta, gulasz w sosie z carmenere, stek i ryba, której nazwy nie pamiętam... Moja ryba miała interesujący pikanty sos pomidorowy, podana była z zielonymi szparagami i chupiącą szynką.
Wszystko było pyszne a do tego pięknie podane....
Jak szaleć to szaleć - butelka wina i mogliśmy się już wyturlać na plażę. Na pożegnanie dostaliśmy od kelnerki po soczystej truskawce (właśnie przyjechałą dostawa warzyw i owoców)
Jedyną niemiła rzeczą podczas tego obiadu była wysokość rachunku....ale wyśmienity smak jedzenia a poźniej szum fal oceanu i piękne popołudniowe słońce złagodziły ten "drobiazg"




http://chezgerald.com

czwartek, 22 marca 2012

Afrigonia - chilijskie wariacje na temat Afryki

Afrigonia - to co najlepszego można zjeść w Chile,
poezja zmysłów, orgia smaków....uśmiech na wspomnienie, tego co jedliśmy w tej niewielkiej restauracji w Puerto Natales.
Przypadkowo spotkany chilijczyk polecił Marcinowi, żeby koniecznie w Punta Arenas skosztował Centolli- czyli kraba. Przypadkowo podczas deszczowego spaceru zobaczyliśmy to miejsce- połączenie Afryki i Ameryki Południowej.  Następnego dnia nakarmiwszy przypadkowo poznanego psa parówkami, bardziej świadomie weszliśmy do Afrigonii. Nie głodni, a raczej głodni czegoś wyjątkowo dobrego....
Lepiej w Natales nie mogliśmy.
Była Centolla razy 4 w formie przystawki. Na podłużnym talerzu 3 małe porcje. Zapieczony krab z dodatkiem sera (jaki to mógł być ser....) kremowa pasta z kraba  delikatnie muśnięta sosem z calafate (czyli borówki) i mini torcik z kraba i truskawek...
Jeszcze dziś na wspomnienie połączenie sosu borówkowego i pasty krabowej mam dreszcze..
a Centolla z truskawkami - tylko mogę wzdychać....i niech żałuje ten, kto nie spróbował.
Patagonia to ta część Chile, w której wszystko jest bajkowe i magiczne.....powietrze, deszcz, słońce...góry
i to jedzenie z Afrigonii.
Gdybym mogła wybrać ostatnią potrawę, którą zjem w swoim życiu to byłby to krab z truskawkami...
Na pierwszym zdjęciu nasza przystawka a na drugim zwierzątka- serwetniki -kó†re mogły wylizać po nas talerze:)