niedziela, 12 lutego 2012

El Callejón de Mesías

Trafiliśmy tam przez przypadek.
Przechodząc ulicą Lastarria szukaliśmy miejsca, gdzie można się napić dobrej kawy. Niezachęcające wnętrze, okropna muzyka ale na zewnątrz były stoliki - gdzie muzyki już nie było słychać.
miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Siedem gatunków kaw, kilkanaście wariantów....
Espresso to było espresso...a latte to nie pianka mleczna z dodatkiem kawy tylko wspaniała kawa wykończona na wierzchu mleczną pianką.
Właściciel chyba widział nasz zachwyt nad kawą bo na pożegnanie dostaliśmy gratis do wypróbowania espresso z najnowszej kawy. Jak się okazało właściciel dużo podróżuje w poszukiwaniu dobrych kaw.
To co piliśmy dziś to peruwiańska kawa z rejonu Masonija (pisownię sprawdzę, bo na pewno jest błędna)
Kawa, która rośnie w dżunglii a nie na polach uprawnych....aromatyczna, z nutką czekolady, lekko słodka...kremowa
Mamy miejsce w Santiago, gdzie będziemy wracać na kawę... gdzie właścicielem jest człowiek z pasją, potrafiący docenić kawowych smakoszy:)

Brak komentarzy: