sobota, 15 grudnia 2012

Szparagi




Dziś dzień szparagowy. Zupa-krem ze szparagów i risotto ze szparagami.

Ziemniaki mleczne


Zostało mi kilka ugotowanych ziemniaków i chciałam jakoś inaczej je przygotować niż zazwyczaj.
Ziemniaki z mlekiem każdy chyba lubi, a że z zsiadłym a nie kokosowym? Co to za różnica :))
Ostatnio zrobiłam większe zapasy mleka kokosowego (i  to nie z powodu zbliżającego się końca świata) i pomyślałam, że to bardzo dobry pomysł, żeby tak je zużyć.
Na patelni podsmażyłam posiekaną w kostkę cebulę.
Dodałam do niej pokrojoną trawę cytrynową. Całość zalałam mlekiem kokosowym. Doprawiłam odrobiną soli i łyżeczką zielonego curry i już. Pogotowało się to może z 2-3 minuty i pyszny sos był już gotowy.
Do naczynia żaroodpornego włożyłam pokrojone na plasterki  ziemniaki i zalałam je sosem mlecznym.
Zapiekałam w piekarniku (180C) około poł godziny.
Może mogłyby się dłużej zapiekać.....ale byłam już wystarczająco głodna.....


3 ugotowane ziemniaki
pół puszki mleka kokosowego
1 trawa cytrynowa
1 cebula
oliwa, sól
zielona pasta curry

piątek, 7 grudnia 2012

Ulga

Odetchnęłam z ulgą.....jak dobrze... Żeby zjeść pyszne pierogi z kapustą na przykład...albo z mięsem.... nie muszę wychodzić z domu...
Dzięki takim drobiazgom życie jest piękniejsze

Muffinkowa dekoracja - podejście nr 2



środa, 5 grudnia 2012

Royal icing, lukier maślany, lukier plastyczny...

Czasem jedząc "kupne" ciasta zastanawiałam się jak się robi tą dziwną słodką białą masę.
Dziś odkryłam, że to co w przepisach nazywają lukrem maślanym czy royal icing.
Receptur jest kilka z wodą lub mlekiem, z jajkiem lub bez.  Co kto lubi. Może to z jajkiem jest włąśnie royal icing a z masłem ma jeszcze inną nazwę?
Spotkałam się jeszcze z czymś co się nazywa lukier plastyczny.

Ja zrobię  ją mniej więcej tak:
75g masła
250g cukru pudru
2-3 łyżki mleka
łyżeczka cukru waniliowego lub esencja zapachowa dowolna

Maślanym lukrem możemy ozdabiać muffinki, torty i wszystkie inne słodkie wypieki.
Jest fajną białą bazą, którą można zafarbować barwnikami spożywczymi.
Moja pierwsza próba zdobienia lukrem maślanym i marcepanem nie jest może imponująca.
Następnym razem kupię już rękaw cukierniczy i jakieś foremki do wykrawania wzorków.
Wypróbuję też wersję z jajkiem bo ciekawa jestem jego plastyczności.


poniedziałek, 3 grudnia 2012

powiew wiosny

Dziś w menu sałatka, która poprawia humor. Taki powiew wiosny i zastrzyk witamin.
Błyskawiczna i dietetyczna.


Składniki:

duża garść kiełków np rzodkiewki,
1 zielona papryka pokrojona w kostkę
1 foletowa cebula pokrojona w kostkę
łyżka kaparów
2 łyżki orzechów włoskich - posiekanych
kilka pomidorków cherry przekrojonych na połówki
sok z połowy limonki
łyżka oliwy


składniki mieszamy i zostawiamy na chwilę, żeby się przegryzła

niedziela, 2 grudnia 2012

Razor clams - zjedzone

Na przyrządzenie razorków wybraliśmy przepis kombinowany.
Do piekarnika wkładamy blaszkę (taką głębszą) i wlewamy na nią wodę. Piekarnik nagrzewamy nagrzanego do 120 C i czekamy aż woda zacznie łądnie parować.
Umyte zwierzątka położyliśmy na ruszcie w piekarniku. Na każdym z nich dorbono posiekany czosnek i gałązka swieżej kolendry.
Czas trzymania razorków był bardzo eksperymentalny. Wiedzieliśmy, że muszą przestać się ruszać ale 20 minut to było już trochę za dużo. Z wierzchu trochę się przypiekły. Może niepotrzebnie zwiększyłam temperaturę do 170 C ?
Po wyciągnięciu z piekarnika polewamy stopionym masłem i posypujemy startym serem.
Na wszelki wypadek obiad zakoļczyliśmy dużą ilością whisky i gorącą herbatą.

składniki:
razor clams (12 sztuk na 2 osoby)
3 ząbki czosnku, 
kilka gałązek kolendry
stopione masło (5 dag)
starty drobno ser parmigiano reggiano

Poniżej zdjęcia z placu boju (1-3 moje, 2 - Mata)




Targ rybny


Jak zacząć dzień? Londyński targ rybny

Dzień można zacząć od porannej kawy - to bardzo miłe przebudzenie, prawda, Myśmy jednak dziś wybrali jako początek sobotniego poranka (a może raczej koniec piątkowego wieczoru) Billingsgate Fish Market - całkiem spory targ rybny we wschodniej części Londynu.

Sama hala targowa trochę mnie zawiodła. Po cichu liczyłam, że targ klimatem będzie przypominał Mercado Central w Santiago ale okazało się, że londyński targ rybny to nowoczesna hala, z mocnym oświetleniem, regularnymi stanowiskami i bardzo, bardzo zimna (przynajmniej w grudniowy poranek) i sterylna. Mercado Central - może nie wyglądał tak czysto, pod koniec dnia nie pachniał już swieżością ale jeśli chodzi o klimat, stragany i przede wszystkim wygląd samego budynku to wygrywa z londyńskim targiem.
Wybór ryb, owoców morza ogromny. Chociaż niektórych morskich potworów, które znam z Chile zabrakło. Cóż, inny klimat, inne rewiry połowów i inne upodobania kulinarne.
Z przyjemnością ogladałam świeżutkie krewetki, kraby, langusty, łososie....
Po przejściu przez całą halę trzeba było się na coś zdecydować. Dziś na pierwszy rzut poszedł wielki kawał łososia i wypatrzone przez Mateusza razor clams (łać. Ensis )
Niesamowite stworzonka, w długich skorupkach, białe mięso i zapowiada się, że mogą być podobne do ośmiornicy ( na to liczę) Co prawda w internecie znalazłam informację, że są wyjątkowo słodkie - czy to prawda, okaże się jutro. Obiecuję opisać wrażenia smakowe, podać przepis no i oczywiście wrzucę zdjęcie.
Po powrocie do domu trzeba było podzielić tego łososia i jakoś go upchnąć w lodówce.

Na targ rybny będziemy wracać na większe zakupy ale następnym razem może nie na 4 rano ale bliżej 6. Wybór będzie jeszcze duży a pora dnia już trochę bardziej cywilizowana.


środa, 28 listopada 2012

Pisco sour - Pisco Peruano - Pisco Polaco.

Wczoraj pilismy pisco sour - tym razem domowej roboty. Pierwsze pisco od wyjazdu z Chile 
i pierwsze domowej roboty i od razu z przygodami. 
Zaczęło się od tego, że nie było prądu. Ja wiem, że w czasach przed elektrycznością to wszystko trzeba było robić przy świetle świec czy kuchennego paleniska. Jeśli jednak ze źródeł światła zostaje jedna zapachowa świeczka, to nawet mrugający iPhone ze swoją latarką jest dużą pomocą.
Limonkę zaczęłam wyciskać prawie po ciemku a to był dopiero początek zabawy.
Okazało się, że z trudem wyciśnięte 4 limonki to trochę mało. 
Potem wrócił prąd i życie wróciło do normy.... ale tylko pozornie.
Ubijanie piany z białek przez dwóch informatyków to bardzo trudne zadanie i bez dobrego oświetlenia mogłoby się źle skończyć. Żałuję, że nie filmowałam tego...
Pisco sour wyszło jednak i naprawdę dobrze smakowało.
W internecie można znaleźć mnóstwo przepisów różniących się niuansami.
W naszym pisco sour było:
3 części pisco ( użyliśmy  Demonios de los Andes)
1 część soku z limonki
syrop z cukru lub cukier puder (myśmy zastosowali chyba obie wersje)
i białko z jajka  (tu nie jestem pewna czy nie za dużo tego białka było...)
Miał być lód... przy pierwszym kieliszku zupełnie o nim nikt nie pamiętał.
Proporcje zostały potrojone (na trójkę pijących).
Dolewka, która została w garnku była już wariacją na temat - proporcje alkoholu do soku bardziej chilijskie:)) no i był lód.

Wypiliśmy wszystko i nikt z pijących nie narzekał :) 
Jedynym problemem był brak shakera (ale to naprawię następnym razem)


wtorek, 27 listopada 2012

Poranna kawa

Poranną kawę można pić w zwykłej filiżance ale można również w takim maleńkim kubeczku z San Pedro de Atacama

poniedziałek, 26 listopada 2012

The Family Meal

Dorwałam książkę "The Family Meal.Home cooking with Ferran Adria" i już szybko jej z rąk nie wypuszczę.
Książka ma tak opracowane przepisy, że nawet laik, który garnek i patelnię widzi pierwszy raz w życiu bez problemu sobie z nimi poradzi.
Każdy przepis ma podane proporcje na 2, 12, 20 i 75 osób. Można więc, wg nich zrobić zarówno romantyczną kolację jak i przyjęcie weselne.
Podoba mi się bardzo dobór potraw - baza kuchenna - którą każdy człowiek powinnien poznać.
Fajnie jest poznać receptury na klasyczne potrawy, Mistrza Ferrana.
U mnie na pierwszy rzut poszedł sos Bolognese.
Musiałam bardzo się pilnować, żeby ściśle trzymać się przepisu i tym razem nic nie dodawać od siebie.
Ale po tym pierwszym razie już wiem, że przepisy Adrii będę traktowała jako bezpieczną bazę do której można, a nawet trzeba dodać choć odrobinę od siebie.
Poniżej oryginalny przepis:
na 2,5 kg sosu.

masło 225 g
mielona wołowina 1,2 kg
mielona wieprzowina 350 g
cebula 500g
seler (niestety nie wiem czy naciowy czy korzenny - dodałam naciowy) 150 g
marchewka 400 g
Oliwa z oliwek extra - virgin  150 ml
przecier z pomidorów 12 g
posiekane pomidory 1,6 kg
szczypta cukru
sól, pieprz

Na maśle smażymy mięso - aż zmieni kolor, zmniejszamy ogień i gotujemy przez 15 minut (autor przepisu zapomniał dodać, że odrobinę wody trzeba dodać bo inaczej mięso będzie suche jak wiórki)
Kroimy marchewkę, seler, cebulę i smażymy w osobnym naczyniu - tym razem na oliwie.
Jak warzywa zaczną robić się miękkie (ok 12 minut) dodajemy pomidory, mięso i doprawiamy solą, pieprzem i cukrem.
Gotujemy już na małym ogniu ok 1,5 godziny.

Część Bolognese zjedliśmy z makaronem od razu ale część zamroziłam.
Teraz odmraża się porcja, którą doprawię na pewno czosnkiem, odrobiną cynamonu (ze względu na pomidory) może bazylią...
to okaże się jutro....





niedziela, 4 listopada 2012

Jak długo gotować?

Przydatną stronę internetową dziś znalazłam. Przydatną dla początkujących w kuchni ale nie tylko.
Jeśli zastanawiacie się jak długo wystarczy gotować ziemniaki, kurczaka a może brokuły to polecam ten serwis.

http://ilegotowac.pl/index.html

środa, 12 września 2012

Frezje, wiosna i Alfajores

W Buenos Aires wiosennie i gorąco więc nie mogłam się oprzeć zapachowi frezji i trochę tego ciepła wnieść do naszego wynajomowanego mieszkania.
Pachną słońcem i tak.... frezje to zapach mojego dzieciństwa. Gdybym miała wybrać jeden, jedyny zapach kojarzący mi się z dzieciństwem to byłby to zapach frezji w nagrzanej letnim słońcem szklarni....
W ramach pożegnalnego próbowania nowych smaków kupilam przesłodkie alfajores (ciasteczka przekladane dulce de leche i do tego oblane lukrem. Jak lubię słodycze tak więcej niż jedno takie ciastko nie wmuszę w siebie.


niedziela, 5 sierpnia 2012

Winna zupa cebulowa

Nieskromnie powiem, że wyszła pyszna ta ostatnia moja cebulowa. W Chile nieczęsto zdarza mi się gotować zupy ale jak już to robię to wkładam w nie dużo serca.
W książkach kucharskich, w internecie można znaleść dużo przepisów na zupę cebulową, taką z winem także ale w ilości wlewanego wina chyba pobiłam rekord.
Przepis jest prosty, wystarczy ok pół godziny i zupa gotowa. Najlepsza jest jak się "przegryzie" następnego dnia.

Na 2-3 osoby potrzebujemy

4 cebule
ząbek czosnku
pół grahamki
butelkę białego wytrawnego wina - 2 kieliszki wypijamy resztę wypija zupa (użyłam Sauvignon Blanc)
bulion warzywny - może być z kostki ok 1l
odrobina mąki
pieprz, sól, bazylia, oliwa
starty parmezan

Na rozgrzaną oliwę wrzucamy pokrojone w kostkę cebule i przysmażamy od czasu do czasu mieszając.
Czekamy aż cebule zrobią się złoto-lekko brązowe. Nie szkliste białe ale też nie czarne- brązowe spalone.
Lubię jak szklące się cebule są głęboko zanurzone w oliwie ale wtedy zupa do niskokalorycznych nie należy
Dorzucamy ząbek czosnku i posypujemy delikatnie mąką, mieszamy i posypujemy. Mąki nie powinno być        więcej niż 2 łyżki. Sypiąc delikatnie i mieszając unikamy ryzyka powstania nieatrakcyjnych grudek.

Najlepiej jeśli cebulę podsmażamy już w garnku, w którym będziemy gotować zupę - nie ma sensu brudzić kolejnego naczynia.

Cebule zalewamy bulionem, dodajemy połowę wina, pokruszoną grahamkę i przyprawy do smaku.
Gotujemy ok 15 minut na mniejszym ogniu - tak, żeby wszystkie smaki się połączyły.
Pod koniec wlewamy resztę wina (tzn resztę, której nie wypiliśmy w międzyczasie:)
Kilka minut jeszcze gotujemy i możemy nalewać zupę na talerze. Posypujemy tartym parmezanem i jemy. 
Banalnie prosta jest ta cebulowa, nie wymaga zapiekania, robienia dodatkowych grzanek a spokojnie można nią poczęstować nawet bardzo wybrednych gości.




Dżem z chilli

Moje ostatnie odkrycie w supermarkecie - dżem z czerwonej prapryki chilli. Bardzo słodki, bardzo ostry....bardziej konfitura niż dżem (tym lepiej) Idealnie pasuje do razowego pieczywa....do tego posypane tartym parmezanem- takie śniadanie mogę jadać codziennie.

Coca Mate

Taką ekspresową herbatkę piliśmy codziennie w hotelu w San Pedro de Atacama.

Liście koki

Wyprawa na Atacamę była pełna nowych wrażeń, także kulinarnych nawet  takich, które są nielegalne w Europie.
W Polsce makowiec jest typowym ciastem, kutia - wigilijną potrawą a przecież w niektórych krajach przewożenie maku jest zabronione. W Boliwii, Peru, części Chile i Argentyny takim kulinarnym - składnikiem są liście koki.  Liście - nie kokaina! Dla Inków święta roślina, dla współczesnych mieszkańców część ich tradycji. Roślina, która pozwoliła im przetrwać w tak niesprzyjających wysokogórskich warunkach.
Podczas wyprawy do Gejzerów mogliśmy się przekonać o och zdrowotnych właściwościach. El Tatio jest położony na wysokości 4300 m n.p.m. Dla kogoś nie przyzwyczajonego, zmiana wysokości z 2500 na 4300 w ciągu dwóch godzin to duży szok. Żucie liści koki od wielu tysięcy lat ułatwiało mieszkających w tym rejonie Ameryki Południowej ludziom życie, pracę i ciągłe zmaganie się z chorobą wysokościową, nam  pomogły przetrwać wycieczkę do najwyżej na świecie położonych gejzerów. Liście koki zlikwidowały zaczynający się ból głowy, problemy z oddychaniem i inne nieprzyjemne odczucia. Co prawda poruszanie się na takiej wysokości dalej nie było proste ale wolę sobie nie wyobrażać co by było bez tego tradycyjnego leku.
W San Pedro de Atacama w każdym sklepie z pamiątkami można kupić suszone liście koki (500 pesos za opakowanie czyli jakies 3-3,5PLN, cukierki z koką, koka mate (ekspresowa herbarka w torebkach) kremy,  mączkę z liści koki (dociekliwym wyjaśnię - zieloną, nie białą) i wiele innych zdrowych specyfików wykorzystując doborczynne właściwości koki.
Na zdjęciu brownie z orzechami w towarzystwie lodów z koki. Mniam pyszne - a lody w smaku bardzo podobne do tych z zielonej herbaty.
Niestety posiadanie, przewożenie liści koki i wszystkich rzeczy z niej wyprodukowanej jest zabronione więc nic z tych smakołyków nie przywieziemy do Polski.


niedziela, 15 lipca 2012

stek z sosem karmelowym Cabernet sauvignon

a do tego sałata z rukolą, gruszką, figami w prażonej mące i kozim serem i bułeczki z kminkiem.
Tak, mam kminek- w piątek przyszła paczka od moich Rodziców z Polski a tam poza stertą słodyczy kminek. Jak mi brakowało tego zapachu.....


piątek, 13 lipca 2012

Ludzie jedzą

Lubię jak ludzie ładnie jedzą - naturalnie, apetycznie, niezależnie od tego czy są to ostrygi czy kromka chleba z masłem, niezależnie od tego czy jedzą używają widelca, noża, łyżki, pałeczek czy palców.
Bo można jeść palcami ładnie i brzydko.... 



niedziela, 8 lipca 2012

na randkę z dreszczykiem

Kupiłam niedawno słoik kasztanów w zalewie. Lekko słodkie a przede wszystkim obrane!. Jak lubię jeść pieczone kasztany tak nienawidzę ich obierać. Zawsze to się źle kończyło. To złamanym paznokciem a  to przeciętym palcem. Dlatego kasztany w zalewie to wybawienie dla moich dłoni.
Poza jedzeniem wprost ze słoika dodaję jeszcze kasztany do makaronu i sałaty. Też wyciągając je najpierw ze słoika. Najlepsza była wersja z makaronem - i to ta pierwsza, bo w drugiej zabrakło papryki i to nie było już to samo. Bez smakowego orgazmu....

Przepis idealny na romantyczną kolację przy świecach. Panowie - jeśli chcecie zrobić wrażenie na kobiecie - to stworzyłam dla Was danie idealne. Tak...na takie danie można mnie podrywać :)
Przepis - śmiem twierdzić autorski. Kto przy zdrowych zmysłach mieszałby kapustę z kasztanami

Makaron - raczej tagliatelle, ewentualnie spagetti. Chociaż na tagliatelle sos się ładniej utrzymuje. Taki subtelny detal.

Do sosu potrzebujemy:

2-3 kapustki orientalne (takie małe dziwne coś)
1 zielona papryka
pół cebuli
czosnek 2-3 ząbki
czysty serek topiony  lub śmietana 18% (mały kubeczek)
puszka machas (czyli małży ale tych dużych)
garść kasztanów w zalewie - drobno pokrojone,
pieprz, sól, odrobina suszonej mięty,
tarty parmezan, oliwa

Na patelni podsmażamy pokrojone kapustki, cebulę, paprykę i czosnek.
Dajemy sporo oliwy, żeby warzywa były szkliste a nie wysuszone i spalone.
Dodajemy serek topiony i całość mieszamy. W tym momencie możemy zacząć gotować makaron.
8-10 minut wystarczy, żeby skończyć sos.
Dodajemy kasztany, przyprawy a na sam koniec (2-3 minuty) małże.
Teraz bardzo delikatnie mieszamy, żeby małże z puszki zachowały formę i się nie rozdziabały.

Odcedzamy makaron i na wierzch delikatnie nakładamy sos. Posypujemy parmezanem i jemy.
Jest coś dziwnego w tym połączeniu smaków, konsystencji.... potrawa, która wywołuje dreszcze?
Takie smaki lubię....
a do tego wino.
Mam prośbę do wszystkich, którzy spróbują ten przepis o opis wrażeń podczas jedzenia.
Czy u Was ten zestaw smaków też wywołuje przyjemny dreszczyk
A może macie inne smaki, potrawy, które są tak dobre, że wywołują dreszcze.

Smacznego - przyjemnych wrażeń podczas jedzenia.
Co ciekawe - nawet delikatna modyfikacja - typu brak papryki psuje efekt.
Mam nadzieję, że przy kolejnej próbie w Polsce, nie okaże się - że dreszczyk smakowy zawdzieczam serkowi topionemu Colun.



sobota, 7 lipca 2012

Petirrojo

męskie poczucie smaku

Mężczyzna jak jest głodny może zjeść wszystko, bądź prawie wszystko. Mężczyzna może od czasu do czasu chcieć zjeść coś obrzydliwego. Kobieta również - żeby nie było :)
Ale co sądzić o mężczyźnie, któremu na samo wspomnienie o nóżkach z KFC (i nie są to nóżki kasjerki), bułce z mc Donalds ślinka cieknie? Kim jest facet,  którego podstawą pożywienia może być kubełek wypełniony ww jedzeniem i który naprawdę nie potrzebuje niczego innego do kulinarnego zaspokojenia?
Naprawdę, wolę mężczyzn, którzy od życia chcą czegoś więcej niż papierowego smaku wyrobów jedzeniopodobnych.
Tych, którzy docenią smak, zapach i wygląd jedzenia, potrafią cieszyć się nim....
Babcia Ania mówiła "Jaki, kto do jedzenia taki do roboty". Ja bym to powiedzienie rozszerzyła o inne askpekty życia :)
Więc drogie Panie - patrzcie uważnie na to,  co Wasz wybranek i w jaki sposób je. Powie Wam to o nim, dużo więcej niż myślicie.






uprzedzając pytania i wątpliwości - mój mąż nie jest wielbicielem papieru w jedzeniu

czwartek, 28 czerwca 2012

Casa Silva

Właśnie popijam pyszne, bardzo miętowe i pieprzowe Carmenere.
Mateusz postanowił, że nie wyjedzie z Chile dopóki nie przetestuje wszystkich dostępnych na rynku Carmenere (oczywiście w rozsądnych granicach cenowych)
Co prawda ta granica rozsądnej ceny ostatnio się podnosi ale i wina pijemy coraz lepsze.
Takie jak to: Casa Silva, Carmenere z 2009 roku (Reserva), Colchagua Valley.
http://www.winealign.com/wines/23152-Casa-Silva-Reserva-Carmenere-2009

zupa grzybowa

Wczoraj była zupa grzybowa w wersji chilijskiej.
Kupując grzyby o nazwie "grzyby" zastanawiam się, kiedy trafię do kraju, gdzie  będą sprzedawane pod swoimi właściwymi nazwami i będą doceniane jak w Polsce.
Na szczęście poza sztucznymi, styropianowymi pieczarkami można w Chile kupić suszone grzyby.
Wyglądają na mieszankę czegoś podobnego do podgrzybków, maślaków?
W każdym bądź razie sprawdziły się jako farsz do pierogów i materiał na zupę grzybową.

Moja grzybowa to taka trochę leniwa grzybowa.
Nie mają tu selera, nie sprzedają korzenia pietruszki więc na wywar warzywny jako bazę do zupy się nie zdecydowałam. Pomyślałam, że jak go zrobię z samej marchewki, cebuli i ewentualnie pora to będzie nudny jak rosół.
Nie zabijajcie mnie za użycie sztucznego półfabrykatu ale tak...użyła  kostki warzywnej (pewnie też bez selera- tzn smaku selera)

Na chilijską leniwą zupę grzybową potrzebujemy:
kostkę warzywną Lieder (tak!!!!) albo w wersji bogatszej-europejskiej wywar z warzyw)
10 dag ugotowanych grzybów o nazwie "grzyby suszone" oczywiście razem z wodą w której się gotowały
pół cebuli
trochę pokrojonej natki pietruszki
masło - albo od biedy oliwa też ujdzie.

Ugotowane grzyby drobno kroimy i podsmażamy na patelni z masłem lub oliwą. Dodajemy pokrojną cebulę. Jakies 5-10 minut wystarczy, grzyby  cebula nie mogą się przypalić!
W garnku pryzgotowujemy wywar z gotowanych grzybów, kostkę warzywną w 1l wody
Leciutko podsmażone grzyby z cebulką wrzucamy do płynów i gotujemy przez ok 15 minut jeszcze.
Podajemy posypane natką  pietruszki.

a dla wielbicieli grzybków różnych - Maria Peszek

http://www.youtube.com/watch?v=AoZhiifqHl0

środa, 27 czerwca 2012

Emporio La Rosa

Emporio  La Rosa - najbardziej znane lody w Santiago. 


Chilijskie bułeczki

Pieczywo w Chile jest różne, czasem dobre, czasem złe  ale zawsze bez kminku.
Taki Galicyjski ból - tęsknota za kminkiem.
Z ciemnego pieczywa w Chile nic mi nie posmakowało, brakuje mi chlebów zakwasowych z grubą skórką ale są pyszne bułeczki anyżkowe i te najbardziej typowe płaskie bułki z seksownymi dziurkami.
Chciałam Wam pokazać jak wygląda taka bułeczka.

niedzielne śniadanie

Uwielbiam wygrzewać się w słońcu w niedzielne leniwe popołudnia. Kawa w Cafe de Museo przy Lastarri, prosto po mszy, poranna - popołudniowa i śniadanie. Cieniutki placek pizzowy - połączenie calzone, tortilli z cudownym nadzieniem- serrano, szpinak i ser. Szkoda tylko, że ktoś wpadł na genialny pomysł dodać jeszcze do środka potwornie słony sos pomidorowy. Grr- dlaczego oni tyle solą????
Z tego wszystkiego posłodziłam sobie kawę, czego nigdy nie robię.

pomieszanie kulinarne

Przez ten klimat, zmiany kontynentów zrobiło mi się kulinarne pomieszanie Świąt.
W czwartek piekłam babkę drożdżową, wczoraj robiłam pierogi z kapustą a dziś do kompletu była zupa grzybowa.
Co jutro? Śledzie, karp czy malowanie pisanek?
Pogoda chaotycznie chilijska - zimne noce, blisko zera, w południe ostre słońce i 20C, słońce, deszcz i szara angielska mgła - wszystko w jednym dniu.


poniedziałek, 25 czerwca 2012

wałek

Jeden z pierwszych zakupów kuchennych w Chile. Sprawił, że poczułam się tu jak w domu i to nie dlatego, że takim wałkiem polskie żony biją swoich mężów. Chociaż może to poczucie mocy zawarte w  wałku też się do tego przyczyniło? 
Chilijski wałek, którym rozwałkowuję ciasto na polskie pierogi ruskie. Taki międzynarodowy akcent kuchenny. Mam nadzieję, że uda mi się przywieść ten wałek do Polski. 

niedziela, 24 czerwca 2012

sok z ananasa

sok z ananasa, który dojrzał na drzewie - słodki, soczysty... lubię Chile za te świeże soki owocowe.

sobota, 23 czerwca 2012

Concha y Torro raz jeszcze

Dziś zestaw serów, które podane zostały do degustacji win Marques. O lewej Mantecosa, Edam, lokalny ser typu Camembert i ser kozi. Pierwszy raz jak jadłam ser mantecosa  zupełnie mi nie smakował. Teraz już się do niego przekonałam. W smaku przypomina ser salami - nie wiem czy dalej jest dostępny ale w dzieciństwie go jadłam. Małe delikatnie dziurki, lekki, trochę maślany, o delikatnym zapachu, Lubię go tu dodawać do pizzy. Z chilijskich serów w moim rankingu znajduje się na drugim miejscu po serze kozim.

Sławkowska czy Starowiślna?

W Polsce już upały a tu końcówka jesieni. Czytając ten artykuł zatęskniłam za wszystkimi dobrymi lodami. Ze Sławkowskiej, ze Starowiślnej w Krakowie, w Przemyślu z Kazimierzowskiej.
http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,11806721,Starowislna__Slawkowska__Szukamy_najlepszych_lodow.html

Może wybierzemy się w niedzielę na lody do Emporio la Rosa. Czekoladowe albo różane....
a tu link do strony interentowej tej kawiarni jako przykład jak STRONA INTERNETOWA WYGLĄDAĆ NIE POWINNA
http://www.emporiolarosa.com/intro.php

piątek, 22 czerwca 2012

Syrop palmowy

Pomyślałam, że może warto Wam pokazać jak wygląda typowe opakowanie popularnego syropu/miodu palmowego.
Już mi się trochę znudził i przerzuciłam się teraz na miód trapistów ale i tak smak syropu palmowego na racuchach z mango jest niezapomniany. Pachnie ostrym słońcem, latem....wakacjami...

Boldo

Takie oto ziółko znalazłam na pólce w supermarkecie. Zupełnie przypadkowo sięgnęłam po to opakowanie z niczym nie mówiącą mi nazwą i obco wyglądającymi listkami.
Trochę to był magiczny przypadek bo w tym czasie bolała mnie wątroba i domagała się odpoczynku od kawy, alkoholu, czekolady i steków.  Z ciekawości kupiłam opakowanie boldo i dopiero w domu sprawdziłam co to jest i do czego służy.
Sięgnęłam do internetu i znalazłam trochę informacji na temat tego ziela
Boldo to liść boldoi aromatycznej - rośliny rosnącej w Chile i Peru.
W Urugwaju i Paragwaju boldo jest często składnikiem mieszanek Yerba Mate.
Ma bardzo szerokie zastosowanie - osłania wątrobę, przyspiesza przemianę materii, działa rozkurczowo, jest pomocne w leczeniu zapalenia układu moczowego, działa nasennie i uspokajająco, pomaga w leczeniu reumatyzmy, nawet działa trująco na pasożyty jelitowe i uwaga jakoś środek na kaca.
Jest oczywiście kilka przeciwskazań takich jak Ostre stany zapalne jelit, dróg żółciowych i wyrostka robaczkowego, czynna choroba wrzodowa, krwawienia wewnętrzne, końcowy okres ciąży ale myślę, że warto się przyjrzeć bliżej tej zupełnie nie znanej w Polsce roślinie.

Nie wiem co bardzie mi pomogło na wątrobę - odstawienie na jakiś czas kawy, alkoholu i smażonego mięsa czy picie boldo - ale ważne, że pomogło.
Boldo ma bardzo charakterystyczny zapach do którego trzeba się przyzwyczaić:)



piątek, 15 czerwca 2012

Racuchy – tak, ale nie z kiwi

Robiłam ostatnio racuchy z mango. Już kiedyś o nich pisałam, sprawdziły się, mężowi też smakują - można robić od czasu do czasu pod warunkiem, że mango nie będzie za bardzo dojrzałe.
Zaryzykowałam i usmażyłam kilka racuchów z kiwi. To akurat nie był już dobry pomysł. Kiwi jest zbyt wodniste, pryska przy smażeniu i przede wszystkim jedzenie gorących racuchów z kiwi grozi poparzeniem przełyku. Smakowo też bez rewelacji więc nie warto ryzykować.
Na zdjęciu wersja z mango + jogurt naturalny. Kiwi w formie dodatku majaczy w oddali.

niedziela, 10 czerwca 2012

Concha y Torro

Wczoraj z grupą znajomych zrobiliśmy sobie wycieczkę do Concha y Torro. Dzien w Chile jesienny i ponury ale idealny do degustacji wina.
Park i ogród w stylu wiktoriańskim, zabudowania z mocnymi wpływami włoskimi....Zupełnie po otoczeniu nie czuje się, że to Ameryka Południowa. Cisza i spokój...przemykający biały królik, majestatyczne pawie i dużo dobrego wina. Zbiory tu są na przełomie lutego i marca więc teraz na krzakach tlyko obeschnięte resztki i suche liście ale i tak jedna z winnic Concha y Torro robi ogromne wrażenie.
http://www.conchaytoro.com
Zwiedzanie winnicy, degustacja i wykład z sommelierem taki był nasz plan wycieczki.
Myśmy wybrali Marques de Casa Concha Tour  z degustacją win z linii Marques.
Pierwszy raz miałam okazję porównać Merlota, Carmenere, Syrah i Cabernet Sauvignon, Nauczyć się odróżniać te wina, zagłębić we wszystkie nuty smakowe i zapachowe.
Na pamiątkę zostały nam kieliszki i wino z Concha y Torro....Bardzo mile spędzone popołudnie.
Zdjęcie poniżej to piwnica z Castillero del Diablo





czwartek, 7 czerwca 2012

Waldini w nowej odsłonie

Przedstawiam Wam moją ulubioną włoską restaurację w Santiago. Pisałam już o wspaniałej pizzy i niesamowitym właścicielu, który zawsze serdecznie nas wita a teraz pora na przedstawienie nowego lokalu Waldini Cafe Ristorante

Ferran Adria


Start Up Chile daje możliwość spotkania różnych ciekawych ludzi. Nie przypuszczałam, że jednym z nich będzie Ferran Adria  nazywany Salvadorem Dali sztuk kulinarnych.
Wielki eksperymentator i najbardziej kreatywny szef kuchni, wirtuoz jedzenia, artysta i wizjoner.
Od 2011 roku jeździ po świecie i bierze udział w spotkaniach w największych miastach, opowiada o swoich planach, historii El Bulli, zmienia perspektywę na kuchnię a przede wszystkim zaraża swoją charyzmą.
Jednym z nowych pomysłów Adrii jest założenie fundacji i otwarcie instytutu, zebranie wszystkich przepisów i stworzenie  "Bullipedii"- kulinarnej wikipedii opartej na 25 latach pracy Ferrana Adrii.
Jestem bardzo ciekawa jak będzie w praktyce wyglądało działanie Instytutu, który w swoim założeniu ma być ośrodkiem kreatywności i innowacyjności, miejscem wymiany myśli,
 Nie obraziłabym się, na możliwość pracy tam...
To czego Adria nie lubi to monotonia dlatego El Bulli znowu została zamknięta i wraca w 2014 roku  w w nowej odsłonie. Oczywiście tajemnicą jest jak będzie wyglądało jej funkcjonowanie. Nie spodziewam się, żebym miała kiedykolwiek możliwość skosztowania dzieł z El Bulli ale....kto wie?

A tu więcej moich zdjęć ze spotkania z Ferranem Adrią
http://www.flickr.com/photos/gogaart/sets/72157630069051956/

niedziela, 3 czerwca 2012

Cukiernia na Długiej

Smutno mi się zrobiło kiedy przeczytałam  informację, że została zamknięta cukiernia Kazimierza Kwieka na Długiej  w Krakowie. Nie zapomnę smaku tych małych precelków - z gładką skórką, chrupiących w środku... Precelków, które nawet jeśli były już za twarde można było uzdatnić mocząc w herbacie z cytryną. Nie wiem dlaczego - ale to pierwszy smak, który kojarzy mi się z tą cukiernią. Babcia Ania jeżdżąc do Krakowa robiła tam zakupy. Pamiętam jeden z moich pierwszych samodzielnych wyjazdów do Krakowa, kiedy szukałam tej cukierni - pamiętając tylko, że znajduje się na ul Długiej, w bramie i mniej więcej na początku ulicy idąc od Plant.
Chętnie bym przyjęła przepis na takie precle i oczywiście upiekła

http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,11848480,Odeszly_od_nas_precelki___obiekt_westchnien_krakowian.html

poniedziałek, 28 maja 2012

sos do spagetti czyli pomidorowość pomidorów

Wspaniale jest móc się zajadać pachnącymi słońcem pomidorami mimo jesiennej mgły za oknem.
Koniec maja w Chile to pełnia  jesieni.... Coraz mniej słońca....dobijający kolor nieba...jakaś dziwna wyblakła szarość i przerażający ziąb.
To pogoda przy której trzeba się rozgrzać jakimś smacznym jedzeniem.
Dziś było spaggetti z sosem pomidorowym.

Do przygotowania sosu potrzebujemy:

4 dojrzałe pomidory bez skórki
2-3 ząbki czosnku
1/4 dużej cebuli pokrojonej w kostkę
5 dag sera camembert
1 suszona śliwka
kilka pokrojonych zielonych oliwek
chilli, sól, tarty cynamon,
kieliszek czerwonego wina, olej

Na patelni podsmażamy czosnek i cebulę uważając, żeby się nie spaliły.
rozgniatamy na patelnię obrane pomidory. Uwielbiam to uczucie rozgniatania w dłoniach pomidorów...sok przelewający się przez palce, takie wspomnienie z dzieciństwa.
Dusimy całość ok 10-15 minut. Dodajemy drobno pokrojoną suszoną śliwkę, pokrojone oliwki, przyprawy i wino. Może zaskakuje Was obecność cynamonu w pomidorowym sosie ale wierzcie mi nic tak nie wzmacnia pomidorowości pomidorów jak cynamon.



niedziela, 27 maja 2012

Milanesa czyli kotlet schabowy w Argentynie

Milanesa to potrawa argentyńska chociaż z tą nazwą można spotkać się w Chile, Boliwii czy we Włoszech. Milenasa to kotlet - może być z cieniutkiego plastra wołowiny, wieprzowiny (jak nasz schabowy) czy kurczaka.  Mięso obtaczamy w rozmąconym jajku( z dodatkiem soli i pieprzu), następnie w bułce tartej a potem smażony na oleju. Kosztowaliśmy też wersję w której po usmażeniu na wierzch położono plaster szynki (bardzo niedobrej), plaster sera i kilka oliwek i w takiej postaci zapieczono.
Jeśli tęsknicie w Ameryce Południowej za schabowym zamówcie Milanese.

sobota, 26 maja 2012

Mus czekoladowy

Centro Gabriela Mistral to bardzo inspirujące miejsce - galerie, księgarnia, biblioteka, teatr.... i restauracja z kawiarnią.
Warto w tej przestrzeni po prostu pobyć...i poczuć ten klimat.... obejrzeć wystawy i może coś zjeść.
Np taki mus czekoladowy z migdałami

http://www.gam.cl/

Targ

Dopiero dziś pierwszy raz wybrałam się na targ warzywny w Santiago.  Najpierw było za daleko, potem był mniejszy targ zaraz koło naszego bloku a  ostatnio nie miałam z kim się tam wybrać. Dziś zostałam po prostu zabrana na wycieczkę. Nie jest to okolica gdzie chciałabym chodzić sama nawet w dzień ale na pierwszy rzut oka nie wygląda groźniej niż okolica Starego Kleparza w Krakowie.

Słodkie ziemniaki, czarna kukurydza, Juka, jabłka, gruszki, czy kilka gatunków awokado. Wszystkie owoce i warzywa w zadziwiającą niskich cenach. Np za dwa kilogramy kiwi zapłaciłam 500pesos czyli ok 3,5zł. Już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy na targ - tym razem w poszukiwaniu jesiennych fig i różnych orzechów.

pastel de Jaiba

Pastel de Jaiba to coś w rodzaju placka..hmm bardziej zapiekanki z mięsa krabowego.
Jadłam to już kilkakrotnie i polecam to proste danie. 
Potrzebujemy:6 krabów
2 jajka
100 g startego żółtego sera. 
czerstwa bagietka1 cebula.
1 łyżka posiekanej świeżej natki pietruszki.
pasta Aji do smaku
olej, sól i pieprz

w niektórych przepisach, które znalazłam występuje też  oregano.... ale pozwoliłam sobie je ominąć bo trudno znaleźć przepis w Chile, w skład którego oregano nie wchodzi:)
Najpierw musimy umyć i ugotować kraby we wrzącej wodzie. Następnie schładzamy je i wyjmujemy części jadalne. Moczymy chleb w wodzie i kiedy zmięknie mieszamy z mięsem kraba i połową startego sera. Cebulę siekamy w drobną kostkę i podsmażamy  na niewielkiej ilości oleju. Dorzucamy do tego pietruszkę, pieprzymy i solimy. Jajka ubijamy i mieszami z krabem, bagietką i tym co podsmażaliśmy (cebula z pietruszką). 
Masę nakładamy do żaroodpornych naczyń- może być jedno większe- płaskie, mogą być pojedyncze kokilki. Masę posypujemy startym serem i zapiekamy w piekarniku aż całość ładnie się zarumieni.
Podajemy bardzo gorące jako główne danie. Najlepiej smakuje z białym winem albo jasnym piwem.


Torty

To niesamowite, że w Santiago mogę w zwykłej cukierni kupić tort, który jest prawdziwym tortem - czyli  o smaku, który znam z domu. Delikatne, odpowiednio nasączone biszkopty, masy pachnące świeżym masłem a nie margaryną....delikatne piany z białka..... Torty karmelowe, pomarańczowe, orzechowe...
z plackami bezowymi, lub tylko biszkoptowe...idealne do kawy, na chłodne, jesienne popołudnia...na smutki i radości....

Jedzenie i polityka

Chile to kraj gdzie nawet nazwa kanapki wiąże się z polityką
Prezydent  Ramón Barros Luco przychodząc do restauracji National Congress of Chile zawsze zamawiał kanapkę w wołowiną i serem stąd nazwano ją Barros Luco.

niedziela, 20 maja 2012

Spagetti 3ZZ



3ZZ to zestaw 3 zielonych dodatków

1 - to świeża rukola
2 -  liście szałwii smażone na maśle, są wspaniale chrupiące i niesamowicie pachną
3 –  szpinak smażony z czosnkiem (też na maśle i też na chrupiąco)

do porcji makaronu  wymieszanego tylko z oliwą dodajemy w dowolnych ilościach wszystkie zielone dodatki. Całość posypujemy kozim serem pokrojonym w drobną kostkę.

Steki w karmelowym sosie Cabernet Sauvignon

Ostatnio wypróbowałam australijską polędwicę na steki.  Nie jest droższa od mięsa z Chile czy Argentyny. Przynajmniej tu, więc szkoda byłby nie spróbować.
Samo mięso jest pyszne, polane roztopionym masłem z pieprzem też dobre....ale moim celem dziś było powtórzenie  sosu, który jedliśmy w Tambo. Słodki sos karmelowy z czerwonego wina.
Może zacznę od tego jak smażę steki. Każdy ma swój wypróbowany sposób....w internecie można znaleźć mnóstwo porad. Ja lubię swój bo sprawdza się znakomicie.
Do smażenia używam nie więcej niż 2 łyżki oliwy. Mięso kroję, odsądzam papierowym ręcznikiem i zostawiam na pół godziny w lodówce. Potem smażę na rozgrzanym tłuszczu dokładnie po 5 minut z każdej strony. W tym czasie nie przesuwam mięsa, nie przekładam, nie przeszkadzam mu w smażeniu.

Sos Cabernet Sauvignon trzeba przygotować jakoś w międzyczasie. Też nie potrzebuje dużo czasu.
Na rozgrzaną patelnię wsypujemy 3-4 łyżki cukru i podgrzewamy aż zaczyna się topić.
Tu moment, który wymaga uwagi bo jedna chwila za dużo i cukier się spali. Delikatnie mieszamy topiący się cukier i jak zaczną się pojawiać bąbelki wlewamy szklankę czerwonego wina (najlepiej  Cabernet Sauvignon). Energicznie mieszamy.  Po kilku minutach sos zaczyna gęstnieć. Kończymy robić sos w momencie kiedy ma konsystencję spadziowego miodu. Jest ciągnący się ale nie twardy.
Niestety w przypadku tego sosu trzeba bardzo uważać...ale jego smak wart jest tego skupienia:)))

Gotowe steki polewamy sosem i jemy.....


niedziela, 6 maja 2012

trawiasta

Ta sałatka jest dobrym pomysłem na wielkanocne śniadanie. Kolory wiosenno-trawiaste no i przede wszystkim jajka.
Uwaga, jest bardzo sycąca!

4 jajka ugotowane na twardo o pokrojone w kostkę
2 dojrzałe awokado pokrojone w kostkę (a wcześniej oczywiście obrane)
sałata rzymska - ja ją krótko ugotowałam, można ją tylko sparzyć a nawet wrzucić na surowo ale mnie przekonuje wersja lekko obgotowana. Z liści odrywamy twarde części łodyg - te białe. Liście rwiemy bądź kroimy na większe kawałki.

Sos jest banalnie prosty - mieszamy 2 łyżki musztardy z dwoma łyżkami majonezu, dodajemy pieprz, odrobinę soli i tyle,
Całość mieszamy i jemy.
Ta porcja powinna wystarczyć nawet dla 4 osób..... u nas wystarczyła dla dwóch ale na solidne śniadanie.





sobota, 5 maja 2012

krwawy byk

Grzechem byłoby będąc w Ameryce Południowej nie jeść wołowiny argentyńskiej. Grzechem byłoby również nie pić chilijskiego wina.  Najlepszym rozwiązaniem jest jednak połączyć te dwie rzeczy.
Tak powstał krwawy był - wołowina w czerwonym winie
Wołowinę kroimy w kostkę i podsmażamy na ostrym ogniu. Wołowinę dusimy na średniu, od czasu do czasu uzupełniając czerwonym winem. Wszystko powinno trwać ok godziny...
W międzyczasie kroimy cebulę w pióra.
Na osobnej patelni karmelizujemy cukier (2-3 łyżki cukru, z łyżeczką wody prażymy) Jak już cukier zacznie się rumienić zalewamy czerwonym winem (jeden chlust)
Do drugiej patelni z cukrem i winem wrzucamy pokrojoną cebulę i dusimy przez około 15 minut.
Jak już wołowina z pierwszej patelni będzie prawie gotowa, wrzucamy do niej cebulę z karmelem i winem. Całość dusimy do czasu, aż wołowina będzie zupełnie miękka. Doprawiamy pieprzem i odrobiną soli.
Ja lubię mięsa bardziej przegryzione. Wołowinę studzimy, wrzucamy do lodówki, a na następny dzień jeszcze trochę dusimy.

Lubię smak lekko słodkawego mięsa...ale najlepszy w tej potrawie jest sos - pachnący mięsem, karmelowo-winny sos.

Do tej potrawy użyłam Cabernet Sauvignon ale może być również inne wytrawne czerwone wino, które lubicie


piątek, 4 maja 2012

Ogórki po polsku

Kiedy mieszka się poza krajem każda rzecz, która kojarzy się z Polską jest ważna.... nawet jak to są niemieckie ogórki w polskim stylu. 
Nie są to ogórki kiszone ale konserwowe ale i tak zostały zjedozne błyskawicznie. 
Cena - jedyne 3000 chilean pesos czyli 21zł....ehhh



czwartek, 3 maja 2012

Przygoda z zielonym banankiem

To była naprawdę niesamowicie zaskakująca przygoda.
Kupiliśmy na próbę takie zielone dziwne banany.  Trochę dłuższe, bardziej kanciaste ale wyglądały zupełnie bananowo więc potraktowaliśmy je jak banany. Pierwszy gryz i zgrzyt. Banan w smaku okazał się być surowym ziemniakiem a do tego cierpkim i mącznym.
Trzeba było coś z tym zrobić więc przeszukałam internet w poszukiwaniu takich kanciastych bananów.
Okazało się, że ten gatunek zupełnie nie nadaje się do jedzenia na surowo.
Najlepsze są do smażenia lub do pieczenia. Więc zrobiłam tak jak sugerowały przepisy usmażyłam je.
Najpierw pokroiłam w grube plastry i wrzuciłam na rozgrzany olej.  Banany strzelały jak prażona kukurydza ale nie zrażałam się tym.
Lekko podsmażone z dwóch stron banany zdjęłam z patelni i lekko zgniotłam/ tak żeby z walców zrobiły się placki. Placki bananowe wytarzałam w brązowym cukrze i cynamonie i w takiej otoczce wróciły na patelnię. Cukier się ślicznie skarmelizował, banany zrobiły chrupkie i można je było jeść.
Smażone banany może nie są może moją ulubioną potrawą ale to było bardzo interesujące doświadczenie smakowe od pierwszego do ostatniego kęsa.

niedziela, 29 kwietnia 2012

Quiche


Cafe Cocteau



Przyjemne miejsce na poranną kawę. Szkoda tylko, że obsługa nie sprząta na stolikach.

sobota, 21 kwietnia 2012

Camote - Sweet Potatoes


Krewetki i sprite/ shrimps and sprite


Przepis na krewetki przywiózł Marcin i od tego czasu robię je często.
Przygotowuje się je błyskawicznie. Tak naprawdę jedyną czasochłonną czynnością jest obieranie krewetek.

potrzebujemy:


ładne krewetki, najlepiej swieże
sprite lub 7up - podobno są różnice
pół kostki masła


czosnek- 3-4 ząbki
papryczka chilli
kolendra lub pietruszka (2-3 łyżki posiekane)
cebulka dymka



Po obraniu krewetek wrzucamy je do miseczki i zalewamy spritem, tak żeby wszystkie krewetki byly przykryte. Odstawiamy na pół godziny.
Czosnek, chilli i dymkę -  drobno siekamy.
Na patelni topimy masło. Na rozgrzane masło wrzucamy czosnek, chilli i dymkę.
 a potem krewetki.
Smażymy krótko- kilka minut krewetkom wystarczy bo potem robią się gumowe i mniej smaczne.
Pod koniec możemy dolać jeszcze odrobinę sprite'a

Podajemy z pieczywem. Sos jest tak pyszny, że nie będziecie chcieli zostawić ani kropelki.

Po wypróbowaniu różnych wariantów i kombinacji doszłam do wniosku, że najbardziej jednak smakują mi krewetki, które trzymamy w białym winie (zamiast sprite'a) a do smażenia pod koniec dodajemy łyżkę miodu. Aha, do tej wersji nie dodaję już pietruszki czy kolendry. Im mniej tym lepiej.....