sobota, 31 grudnia 2011

El Grill Room

Barcelona pokazuje, że jedzenie w centrum w lokalach dla turystów nie musi być droższe niż w obskurnym barku przy ulicy złodziei.
Takim miłym miejscem okazał się Grill Room mimo kiepskiej obsługi.
Urzekła mnie lampa - lekki żyrandol ze szklanych kielichów delikatnie roziskrzał pomieszczenie. Sympatyczne wnętrze, chilloutowa muzyka....idealne warunki do trawienia:)
Zamówiliśmy kilka tapasów i paellę jako danie główne.
Moim faworytem wśród przekąsek był smażony w panierce dorsz. Małe kulki rybne w otoczeniu dziwnie smakującego (ale pozytywnie-dziwnie) sosu. Ser Manchego (owczy ser z La Manchy) w oliwie też był smaczny ale ten dorsz....poezja smaku
Do tego kilka kromek chlebka cola natartego pomidorami i ziołami i pierwszy głód zaspokojony.
Po zjedzeniu przekąsek odłożyliśmy brudne sztućce na talerzyki, żeby kelner mógł je zabrać. A tu pan ostentacyjnie odkłada zatłuszczone widelce nam na serwetki. Pięknie to nie wyglądało - takie tłuste plamy wokół widelca na stole. Może dla każdego przysługuje w ramach oszczędności tylko jeden widelec ale taniej chyba by było umyć go, niż prać obrus po każdym kliencie...
Ale ja się nie znam na barcelońskich zwyczajach.....
Paella byłaby idealna gdyby nie kelnerka, która ją nakładała. Przyniosła - ładnie zaprezentowała a następnie zaczęła ją nakładać nam na talerze z gracją słonia. Ryż lądował wszędzie - na serwetkach, podłodze, sztućcach ale również na talerzach. Całe szczęście, że pyszne krewetki i małże znalazły się tylko na talerzach i mogliśmy je spokojnie zjeść:)
A tak wygląda to miejsce:
http://www.poblesdecatalunya.cat/element.php?e=2222

Brak komentarzy: