wtorek, 19 lipca 2011

Naleśnikarnia zwana wielką porażką

Też znalezisko  internetowe, które poszło na peirwszy ogień w Wiśle i od razu porażka.
Mój naleśnik nie znalazł się na zdjęciu bo nawet nieciekawie wyglądał (szpinak i farsz "ruski"). Smak był nijaki....ale na plus ani na minus....czyli najgorzej jak być mogło. Nawet już tego smaku nie pamiętam. Za to porcja M była interesująca. Ładnie wyglądał i się zapowiadał....naleśnik hawajski. Kawałek schabu na  naleśniku a do tego zapieczone ananasy z żurawiną i sos.... Leżakowanie schabu na naleśnikowi bardzo zaszkodziło- zrobił się zgniecionym plackiem ale ten sos....niestety nie rozpoznałam firmy produkującej to cudo z torebki czy słoiczka...ale tej chemiczny, słodkawy smak nie mógł powstać z normalnych składników w kuchni.... Jak schab był jadalny, ananasowi też nikt nikt nie zaszkodził, tak naleśniki poległy sromotnie pod lawiną sosu.

Brak komentarzy: