czwartek, 2 czerwca 2011

Jak wygląda kanapka czyli o pierwsze porażce kulinarnej

Wczoraj był Dzień Dziecka  i wśród moich wspomnień z dzieciństwa wynurzyło się widmo pierwszej porażki kulinarnej.
Jako pięcioletnia dziewczynka poszłam do Zerówki - zaczęła się poważna nauka. Jednym z zadań było uświadomienie młodym uczniom jak ważne jest gotowanie. Pani Krysia(?) kazała przynieść na zajęcia - deseczkę, nóż, pieczywo, + dowolne składniki do kanapek.
Jako, że w moim rodzinnym domu przyjęcia były zasiadane - wędliny, sałatki a chleb jako dodatek osobno - przygotowywanie kanapek kojarzyło mi się jedynie z wyjazdami na grzyby - bułka, lub dwie pajdy chleba, w środku szynka lub ser i jakieś pomidor czy ogórek do zagryzania. Gdy Pani Krysia rzuciła hasło - a teraz drogie dzieci robimy kanapki ja z zapałem przygotowałam taką kanapkę do zabrania na wycieczkę. Nie w głowie mi były jeszcze półmiski z pięknie udekorowanymi minikanapeczkami bankietowymi.( Ile jest pięciolatek chodzących na bankiety?) Niestety moja z sercem przygotowana kanapka spotkała się z ostrą krytyką Pani Krysi i śmiechem innych małych kucharzy. No dobrze, może nie patrzyłam co robią inne dzieci i postawiłam na indywidualizm twórczy, ale żeby od razu tak się śmiać...
Kanapka przestała smakować...
Chyba nigdy później, żadne moje dzieło kulinarne nie spotkało się z takim szyderstwem (przynajmniej ja o tym nic nie wiem)

1 komentarz:

Łucja pisze...

Największym osiągnieciem kulinarnym pani Krysi jest zapewne zrobienie kanapki. Ty zaś świetnie gotujesz i wykazujesz się inwencją twórczą w kuchni. No i robisz pyszne kanapki :-)