sobota, 31 grudnia 2011

El Grill Room

Barcelona pokazuje, że jedzenie w centrum w lokalach dla turystów nie musi być droższe niż w obskurnym barku przy ulicy złodziei.
Takim miłym miejscem okazał się Grill Room mimo kiepskiej obsługi.
Urzekła mnie lampa - lekki żyrandol ze szklanych kielichów delikatnie roziskrzał pomieszczenie. Sympatyczne wnętrze, chilloutowa muzyka....idealne warunki do trawienia:)
Zamówiliśmy kilka tapasów i paellę jako danie główne.
Moim faworytem wśród przekąsek był smażony w panierce dorsz. Małe kulki rybne w otoczeniu dziwnie smakującego (ale pozytywnie-dziwnie) sosu. Ser Manchego (owczy ser z La Manchy) w oliwie też był smaczny ale ten dorsz....poezja smaku
Do tego kilka kromek chlebka cola natartego pomidorami i ziołami i pierwszy głód zaspokojony.
Po zjedzeniu przekąsek odłożyliśmy brudne sztućce na talerzyki, żeby kelner mógł je zabrać. A tu pan ostentacyjnie odkłada zatłuszczone widelce nam na serwetki. Pięknie to nie wyglądało - takie tłuste plamy wokół widelca na stole. Może dla każdego przysługuje w ramach oszczędności tylko jeden widelec ale taniej chyba by było umyć go, niż prać obrus po każdym kliencie...
Ale ja się nie znam na barcelońskich zwyczajach.....
Paella byłaby idealna gdyby nie kelnerka, która ją nakładała. Przyniosła - ładnie zaprezentowała a następnie zaczęła ją nakładać nam na talerze z gracją słonia. Ryż lądował wszędzie - na serwetkach, podłodze, sztućcach ale również na talerzach. Całe szczęście, że pyszne krewetki i małże znalazły się tylko na talerzach i mogliśmy je spokojnie zjeść:)
A tak wygląda to miejsce:
http://www.poblesdecatalunya.cat/element.php?e=2222

Słodka Barcelona/ Dulce barcelona

Nieopodal Muzeum Picassa, w średniowiecznej dzielnicy Barcelony znaleźliśmy klimatyczną Pasteleria Brunells. Założona w XIX wieku i dumna ze swojej tradycji. Trochę klimatem przypomina moją ulubioną cukiernię w Krakowie...
W Wigilijny wieczór skusiła nas zapachem kawy i pysznych zawijańców z ciasta francuskiego  posypanych grubym cukrem.  Jako, że była Wigilia to nie mogliśmy wyjść nie kupując Turrona czyli nugatu z miodu, cukru i białek, z dodatkiem migdałów czy innych orzechów. To najpopularniejszy bożonarodzeniowy deser w Hiszpanii a także we Włoszech i nie mogło go zabraknąć na naszym wigilijnym polsko-hiszańskim stole

piątek, 23 grudnia 2011

Mincemeat - kawałek kutii

Mincemeat to mieszanka bakalii używana w kuchni angielskiej: skórki pomarańczowej, rodzynek, skórki cytrynowej, orzechów, suszonych owoców, zwykle konserwowanych w brandy, czasami z dodatkiem łoju wołowego lub tłuszczu  roślinnego. 
Kupiłam słoik  takiej mieszanki (oczywiście można zrobić samemu) jeszcze tylko mak, może uda się zdobyć jakieś ziarno pszenico-podobne i będzie kutia:)
A jak się nie uda to mincemeat będzie jutro udawać kutię i mam nadzieję, że godnie ją zastąpi....

czwartek, 22 grudnia 2011

Wensleydale cheese

Smaczny ser - ja jadłam wersję z żurawiną ale wiem, że też jest wensleydale czysty, bez dodatków
http://www.wensleydale.co.uk/

Ta słodycz żurawiny przenikająca się, z delikatnością, lekko podkreślająca słodycz sera...
Poezja...

Apple Pie

chętnie poznałabym przepis na ten budyniowy krem, którym polane było to ciasto jabłkowe.
Do tego deseru miałam jedno "ale" - ciasto - zbyt twarde, może za krótko pieczone albo po prostu za mało kruche:)

Tak,  dużo lepsze by było bardziej kruche...

Irish potato fars

Irish potato fars


Podobno prawdziwe irlandzkie śniadanie, nie jest kompletne bez kawałka czy dwóch tego ziemniaczanego chleba.


10 dag mąki
½ łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
ok 3 dag masła
ok 25 dag puree ziemniaczanego
2 łyżki mleka



Wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól w misce, dodać rozkruszone masło.
Dodać puree ziemniaczane i tyle mleka, aby ciasto było miękkie, ale nie luźne. Rozwałkować na posypanej mąką stolnicy na  okrągły placek o grubości ok 2,5 cm.
Zaznaczamy nożem nacięcie dzieląc koło na ćwiartki.
Układać na blachę i piec w nagrzanym do 200C piekarniku przez ok. 20 minut.
Podawać z masłem, najlepiej od razu na ciepło. Pyszny również z humusem






wtorek, 6 grudnia 2011

Sticky toffee pudding

Zjadłam raz a potem czułam słodycz nawet w końcówkach włosów.
Jeśli czujesz w organizmie brak cukru, zjedz sticky toffee pudding.
Poniżej link do przepisu z epicuriousa. Sprawdzać, czy jest jest to jedyny,najlepszy i oryginalny przepis będę jak pojawi się dostęp do kuchni, czyli w Chile dopiero. Teraz musi mi wystarczyć czajnik elektryczny i kuchenka mikrofalowa.

http://www.epicurious.com/recipes/food/views/Sticky-Toffee-Pudding-231668

Zdjęcia deseru brak. Za to jest zdjęcie miejsca, w którym ten deser jadłam

sobota, 19 listopada 2011

Whitebait

Zamawiając tą przystawkę w  angielskim pubie nie bardzo wiedziałam co to jest....
Szybkie pytanie do wujka google'a a tu już kelnerka zbiera zamówienie....
Trudno, niech się dzieje co chce - niech będzie Whitebait.
Whitebait jak już później znalazłam to młode rybki maksymalnie do 5cm długości. W Europie ten termin
dotyczy głównie śledzi. Zjadamy całą rybkę - z płetwą, jelitami, ośćmi...
Whitebait jedzone w Wielkiej Brytanii są już od XVII wieku i były to zazwyczaj młodziutkie śledzie, szprot, sardynki i makrele. Dziś jako whitebait przyrządza się głównie szprotki i śledzie.
Moje małe rybki były usmażone w panierce, podane z cytryną, białym pieczywem i masłem oraz takim dość ciekawym sosem tartare **

Gorące i pyszne..idealne do piwa....




**Sos tartare składa się z:

majonezu,

musztardy,

posiekanych konserwowych ogórków,

kaparów,

szalotki i wg przepisu jeszcze pietruszki.


W moim sosie nie było pietruszki i musztardy za to majonez był złagodzony jakimś serkiem śmietankowym.

polska jesień

Sałatka, która powstała pewnego zimnego jesiennego popołudnia.
Może być dowolnie modyfikowana wg jesiennych potrzeb i zachcianek.
Testowana tylko przez dwie osoby głodne osoby ale uzyskała pełną aprobatę i wywołała uśmiech zadowolenia jedzącej:)

Potrzebujemy:
Kapustę pekińską posiekaną 
ogórki kiszone pokrojone w kostkę 4-5 sztuk
jabłko pokrojone w kostkę
cebulę pokrojoną w kostkę
garść włoskich orzechów

sos:
jogurt bałkański (albo inny bardzo gęsty jogurt) 
pół dużego opakowania na pół kapusty pekińskiej wystarczy
chrzan -  prawdziwy, tarty ze śmietaną - pół małego słoika
pieprz, odrobina soli
i tyle
Pokrojone składniki mieszamy dokładnie z sosem i jemy

Sałatka jest najsmaczniejsza jak już się trochę przegryzie...po kilku godzinach a nawet na następny dzień

sobota, 29 października 2011

błyskawiczne ciasto z ricottą

Jeszcze jedna propozycja na ciasto francuskie. Tym razem z serem ricotta, miodem i czekoladą. 
Nie jestem fanką ricotty ale zapieczona w cieście francuskim, polana miodem i przykryta powoli roztapiającą się gorzką czekoladą....mniam. Najlepsze jest na gorąco więc nie można zwlekać z jedzeniem.

ciasto francuskie po japońsku

Poranny eksperyment czyli 101 wariant wykorzystania gotowego ciasta francuskiego.
Tym razem po japońsku:) Na płat ciasta kładziemy płaty nori i zwijamy w ruloniki ciasno tak jakbyśmy robili maki. Potem tniemy bardzo ostrym nożem na plasterki. Na pół godziny do piekarnika i mam gotowe maki z ciasta francuskiego.  Następnym razem dodam do środka jakiegoś łososia albo inną rybę.
Naprawdę ciekawe połączenie. Polecam

wtorek, 13 września 2011

Dynia z dzieciństwa

Makaron z dynią

Delikatny obiad na jesienny dzień to makaron z dynią.
Potrzebujemy:
 1,5 kg dyni
 1 cebulę
  płatki migdałowe
pół opakowania serka mascarpone
kolendrę, sól, pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, olej
Dynię i cebulę kroimy w kostkę (dynię na duże kawałki a cebulę na malutkie)
Wrzucamy na rozgrzany olej i dusimy ok pół godziny - dodajemy zioła
W międzyczasie gotujemy makaron - najlepiej spaghetti.
Do dyni dodajemy serek mascarpone i delikatnie całość mieszamy, dodajemy płatki migdałowe.
Teraz tak sobie pomyślałam, że może jeszcze lepsze byłyby wcześniej wyprażone na patelni te płatki ale to już następnym razem.
Dusząc dynię trzeba uważać, żeby kostki do momentu zjedzenia pozostały kostkami - muszą być dość spore (ok 2x2cm) żeby się nie rozgotowały.
Całość wrzucamy na makaron i jemy.
Smacznego!

Konfitura z dyni

Bierzemy ok 1, 5 kg dyni (obranej, pozbawionej pestek i miąższu i pokrojonej w kostkę).
1kg cukru + 1l wody zagotowujemy
Do gorącego syropu cukrowego dodajemy startą skórkę z pomarańczy, goździki, 1 laskę cynamonu
Powoli wrzucamy pokrojoną dynię i zagotowujemy (ok 15 minut)
Odstawiamy garnek na 24h, znowu zagotowujemy, czynność powtarzamy po kolejnych 24 godzinach.
Trzeba uważać, żeby dynia się nie rozgotowała.
Kostki dyni upychamy w słoikach i zalewamy cukrowym syropem.
Można do syropu dodać plasterki wyparzonej cytryny (najlepiej bez pestek)
Jemy w długie zimowe wieczory kiedy za oknem dominuje czerń i biel......i łapiemy słońce z pomarańczowego koloru dyni:)

Karoca z dyni

Nadeszła pora dyni.... Całe 6 kg pięknego pomarańczowego koloru trzeba było w końcu zamienić na coś jadalnego.  Ćwiartka dyni została konfiturą, druga ćwiartka - dodatkiem do makaronu, trzecia ćwiartka zupą a czwarta karocą Kopciuszka.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Zupa owocowa czyli smaki dzieciństwa

Upał, lodowata woda w basenie, zapach skoszonej trawy i smak zupy owocowej z płatkami kukurydzianymi.....
Mogę zjeść jej dowolną ilość....jest lekka, zdrowa i poprawiająca nastrój.
W zasadzie każdy owoc nadaje się do zupy. Mi została duża porcja pokrojonych owoców z sobotniej uczty gofrowej. Były więc maliny, jeżyny, gruszki, banany, śliwki, winogrona i nektarynki.
Owoce wystarczy ugotować, zmiksować blenderem i teraz zostaje tylko i aż - doprawianie.
Ja lubię z dodatkiem śmietany, cukru (słodko-kwaskowata jest najlepsza) podobno można dodać imbir czy kardamon a nawet ocet balsamiczny. Babcia doprawiała chyba tylko cukrem i śmietaną....może cynamonem... Dziś zrobię kilka wariantów do degustacji.
W końcu mamy lato więc zupa owocowa musi być

czwartek, 18 sierpnia 2011

pierogi knedlowe

Nie miałam ochoty na zabawę w lepienie knedli - pierogi są delikatniejsze i przede wszystkim szybciej się je lepi ale marzył mi się ich smak... Kompromisem były pierogi ze śliwkami. Dorodne węgierki wytarzane w cynamonie, cukrze i bułce tartej jako farsz do pierogów...mniam...palcem lizać....posypane cukrem, polane śmietaną - idealny posiłek na te nieliczne w tym roku, upalne dni.

pierogi z soczewicą

Przepis na ciasto pierogowe każdy ma swój wypróbowany. Sprawdzony przez pokolenia -  z jajkiem, bez jajka, z masłem, bez masła, sama mąka z wodą - gorącą czy zimną.....jedyny... Żadne modyfikacje nie wchodzą w grę więc skupię się na farszu.
Soczewicę gotujemy do miękkości i odcedzamy.
Na patelni szklimy cebulkę,
dorzucamy 4-5 pachnących słońcem pomidorów bez skórki,
1-2 ząbki czosnku
i mnóstwo ziół -  majeranek, ostra papryka, tymianek,pieprz ziołowy lub zwykły, sól...i wszystkie inne, które będą pasowały Wam do smaku.
Ugotowaną soczewicę wrzucamy również na patelnię i dusimy...ok...30 minut? Nie pamiętam ile to trwało dokładnie ale w tym czasie na patelni powstała dość obrzydliwie wyglądająca masa( ale pięknie pachnąca)
Lekko przestudzoną zawartość patelni miksujemy blenderem i odstawiamy na kilka godzin do lodówki.
Oczywiście taki farsz można nakładać na ciasto pierogowe od razu ale o wiele lepiej się lepi pierogi z farszu odstałego w lodówce.
Zrobiłam dwie wersje soczewicowego farszu. Jeden bardzo ostry a drugi - pomieszany z białym serem - łagodny.
Soczewicowe pierogi najlepiej smakują z cebulką i roztopionym masłem albo śmietaną.....

niedziela, 31 lipca 2011

Na złą pogodę - pomidory

Świeże i pachnące.....soczyste....
albo suszone...mięsiste o zapachu lata

sobota, 30 lipca 2011

Prezent

Dostaliśmy taki uśmiechnięty pasztet warzywny z okazji rocznicy ślubu od moich rodziców (wypiek mamy oczywiście:) Prawda, że jest super?
Nie powiem, że szkoda było jeść...bo było warto jeść...
już połowa w trakcie trawienia...a druga kusi uśmiechem do skończenia jeszcze dziś:)
Mniam
Dziękujemy Mamuś! :)

środa, 27 lipca 2011

Rosół i co z tego może wyjść

To moja ulubiona piosenka o rosole - Maria Peszek i jej genialny tekst:)
Tak, tak - zadziwi Was pewnie, że ja wielka przeciwniczka rosołu a tu taki tytuł i taka zupa...!:)
Rosół sam jest niejadalny ale jako baza do prawdziwych zup już tak.
Tak więc ostatnio była cebulowa, koperkowa a dziś wielki gar krupniku....
Krupnik to zupa idealna na deszczowe, zimne ponure dni....
Mam takie dość nietypowe przyzwyczajenie z dzieciństwa (zupełnie nierozumiane przez otoczenie), że krupnik najbardziej mi smakuje zagryzany wafelkiem, kruchym ciastkiem z marmoladą czy innym drobnym ciasteczkiem. Ciastko do krupniku( a raczej obok) musi być.

czwartek, 21 lipca 2011

Szarlotka z Guinnessa

Gorąca, pachnąca, z lodami - tylko bita śmietana sztuczna:)
Prosto z Pubu Guinness w Wiśle

Knedliczki z sosem warzywnym z czeskiego Cieszyna

wtorek, 19 lipca 2011

Na wampiry i inne choroby

Naleśnikarnia zwana wielką porażką

Też znalezisko  internetowe, które poszło na peirwszy ogień w Wiśle i od razu porażka.
Mój naleśnik nie znalazł się na zdjęciu bo nawet nieciekawie wyglądał (szpinak i farsz "ruski"). Smak był nijaki....ale na plus ani na minus....czyli najgorzej jak być mogło. Nawet już tego smaku nie pamiętam. Za to porcja M była interesująca. Ładnie wyglądał i się zapowiadał....naleśnik hawajski. Kawałek schabu na  naleśniku a do tego zapieczone ananasy z żurawiną i sos.... Leżakowanie schabu na naleśnikowi bardzo zaszkodziło- zrobił się zgniecionym plackiem ale ten sos....niestety nie rozpoznałam firmy produkującej to cudo z torebki czy słoiczka...ale tej chemiczny, słodkawy smak nie mógł powstać z normalnych składników w kuchni.... Jak schab był jadalny, ananasowi też nikt nikt nie zaszkodził, tak naleśniki poległy sromotnie pod lawiną sosu.

Pub Guinness w Wiśle



http://www.guinness-wisla.pl/

To był pierwszy dobry posiłek w Wiśle....
Pub Guinness był z jednym moich typów kulinarnych do sprawdzenia w Wiśle głównie ze względu na smakowicie wyglądający kufel piwa na stronie internetowej tej knajpki. Zachwalali również jedzenie więc czemu nie sprawdzić?   M. zaczął od zupy brokułowej...i na niej skończył - zjadł dwie porcje i dzielić się nie chciał. Łyżka zupy musiała wystarczyć, żebym mogła ocenić i docenić tą zupę. Delikatna, kremowa, zaprawiona kaszą manną...taka prawdziwie domowa zupa...
Właściciel polecał pierogi więc skusiłam się na węgierskie (ostre, mięsne), potem były jeszcze z kurkami (trochę za dużo pieprzu) i ruskie... Jak dla mnie węgierskie wygrywają. Smaczne ciasto, wcale nie cieniutkie ale dobre, i idealnie przyprawiony farsz a do tego dodatki na talerzu. Z fantazją rzucone pomidorki, małe kukurydze, cebulka, sałata dekorowały ale nie w sztywny sposób ĘĄ restauracji z białymi obrusami i zadzierającą głowę obsługą ale w taki zdrowo/ letni... Taka sałatka dekoracyjna którą się chętnie zjada a nie odsuwa czubkiem noża na brzeg talerza.

Bzianka i domowa lemoniada

Napój z kwiatów bzu i domowa lemoniada z listkiem pachnącej mięty... Upalny dzień w schronisku na Soszowie.

niedziela, 26 czerwca 2011

Polskie jadło

Mojemu mężowi zamarzyły się dziś pierogi z Chłopskiego jadła...a że właściciel się zmienił to zawędrowaliśmy do nowej sieci restauracji Pana Kościuszki - Polskie jadło.
Wystrój  podobny - ludowo-nieokreślony, muzyka góralska - jednym słowem esencja polskości dla turysty.
Ale skoro pierogi mają takie dobre to ok...........
Złożyliśmy zamówienie i czekając dostaliśmy dwie pajdy chleba i smalec aż bursztynowy od ilości skwarek. Pyszne czekadełko zaostrzyło apetyt i jak przyszły zupy (o pięknej nazwie- defilada zup polskich) poczułam się lekko rozczarowana. Cztery polskie zupy w maleńkich miseczkach, tak, żeby turysta mógł skosztować wszystkiego i następnym razem wybrać już ulubioną. Hmm ja gdyby była turystką to po tej próbce bym nie wybrała żadnej i pozostała przy chlebie ze smalcem. Wszystkie niby były ok ale każdej czegoś brakowało. Barszcz za słodki a jedyny wyczuwalny kwas to ewidentnie kwasek cytrynowy (tak się wigilijnego barszczu nie robi!) To co ratowało barszcz to uszko...uszko było idealne.
Żur byłby ok gdyby nie zagęstnik( mąka ziemniaczana dała kisielowatą konsystencję). Kwaśnica byłaby naprawdę idealna (mimo, że nie jestem zwolenniczką tej zupy) gdyby nie mocny posmak maggi. Maggi to mogę w zupie wybaczyć mojemu tacie bo jest architektem ale nie kucharzowi Polskiego jadła!!!
i na koniec biała zupa... No dobra może jest tradycyjna, ale taka ni to z szynką, ni to z koperkiem... a może to nadmiar śmietany....?nie zachęca do polskiej kuchni.
Zup nie było dużo więc można było przeboleć te bądź, co bądź niewielkie uchybienia....
Pierogi ze śliwkami były naprawdę dobre i żałuję, że swoją porcję zjadłam na początku bo pierogi z mięsem zabiły to miłe wspomnienie.... Dziwne to mięso w nich było...nie potrafiłam określić pochodzenia tego dziwnego smaku w farszu....
Za to z kapustą i grzybami - pycha no i ruskie, całkiem całkiem ale....
Ogólnie pozytywnie ale bez szału, jakby to mój kolega powiedział.
A skoro bez szału to nie warto powtarzać, w końcu tyle jest starych i nowych kuchni do wypróbowania..nie tylko w Krakowie:)

powiew Sycylii

Gustowi kulinarnemu Pana W. Nowickiego wierzę bezgranicznie. Nigdy nie zawiodłam się na jego opinii więc dziś poszliśmy wypróbować polecane przez niego lody na ul Sławkowskiej.
Prowadzone przez rodowitych Sycylijczyków Katane to kolejne wspaniałe lody w Krakowie.
Na Sycylii nigdy nie byłam ale śmiało mogę powiedzieć, że lody są naprawdę wyśmienite - mogą być z dowolnego miejsca na ziemi i nie zmieni to faktu, że są najlepsze. Czekolada....to poezja... to tabliczka gorzkiej czekolady w jednej porcji....Panie Wojciechu, zapomniał Pan wspomnieć o czekoladowych... ich nie można przeoczyć!
Jogurtowe... kawowe...truskawkowe....może jedynie pistacjowo-migdałowe - trochę za mało migdałowe...
Miejsce wystrojem nie powala ale to nie o to  chodzi... Właściciele nadrabiają za wystrój.
Oczywiście za nami ustawiła się wielka kolejka, chociaż jak wchodziliśmy było pusto:)
Lody do tanich nie należą ale są warte tej ceny...
Najchętniej już jutro bym tam wróciła na podwójną porcję czekoladowych....ale obawiam się, że w przypadku tych lodów za łatwo o nałóg, który może być zgubny dla figury:))

sobota, 4 czerwca 2011

Nocne rogaliki z toffi

Jutro jedziemy do Rodziców, do Przemyśla więc chciałam coś upiec. Miało być drożdżowe z truskawkami ale niestety w sobotę wieczorem w naszym osiedlowym Polo truskawek już nie było. Chodząc między półkami w poszukiwaniu natchnienia na farsz znalazłam mleko skondensowane słodzone( to będzie kajmak!) a obok już ugotowane mleko - czyli gotowa masa i o 3 godziny krótsza droga do pieczenia.
Wiem, że to może dziwne ale nigdy nie robiłam sama rogalików z różą czy powidłem chociaż uwielbiam je jeść. Trzeba było w końcu nadrobić zaległości.
Trafiłam w internecie na różne przepisy i po modyfikacji i uwzględnieniu tego co jest w lodówce zrobiłam ciasto.

składniki
500 g
50 g drożdży
200 ml kwaśnej śmietany 18%
2 jajka
100 g cukru
pół łyżeczki esencji waniliowej
szczypta soli
80 g masła
2łyżki wody

pół puszki skondensowanego, gotowanego mleka.


1 jajko do posmarowania wierzchu







Drożdże z cukrem i śmietaną ucieramy na gładką masę.
Dodajemy do mąki, jajek, roztopionego ale ochłodzonego masła, soli, wanilii, wody, i wyrabiamy gładkie ciasto.
Za mnie wyrabia ciasto Kitchen Aid ale własne ręce też nie są złe:)


Ciasto odstawiamy na pół godziny, może nawet godzinę, żeby ładnie w cieple wyrosło.


Z rozwałkowanego ciasta wykrawamy radełkiem trójkąty( jeśli chcemy zawinąć rożki) lub kwadraty (mogą być również tobołki). Nakładamy po łyżeczce masy na każdy trójkąt (lub kwadrat) i zawijamy. 
Rozłożone na blaszce rogaliki smarujemy roztrzepanym jajkiem (najlepiej przy użyciu pędzelka)
i fruuu..do piekarnika nagrzanego do 180C +termoobieg.


Pieczemy ok 10-15 minut. Po 10 minutach trzeba już pilnować, żeby za bardzo się nie przypiekły.
Przepis jest banalnie prosty. Poza czasem, kiedy ciasto sobie czeka i rośnie lub się piecze (czyli też nie potrzebuje naszej opieki) to jakiś kwadrans pracy.


Zdjęcie rogalików jutro rano:)



czwartek, 2 czerwca 2011

Jak wygląda kanapka czyli o pierwsze porażce kulinarnej

Wczoraj był Dzień Dziecka  i wśród moich wspomnień z dzieciństwa wynurzyło się widmo pierwszej porażki kulinarnej.
Jako pięcioletnia dziewczynka poszłam do Zerówki - zaczęła się poważna nauka. Jednym z zadań było uświadomienie młodym uczniom jak ważne jest gotowanie. Pani Krysia(?) kazała przynieść na zajęcia - deseczkę, nóż, pieczywo, + dowolne składniki do kanapek.
Jako, że w moim rodzinnym domu przyjęcia były zasiadane - wędliny, sałatki a chleb jako dodatek osobno - przygotowywanie kanapek kojarzyło mi się jedynie z wyjazdami na grzyby - bułka, lub dwie pajdy chleba, w środku szynka lub ser i jakieś pomidor czy ogórek do zagryzania. Gdy Pani Krysia rzuciła hasło - a teraz drogie dzieci robimy kanapki ja z zapałem przygotowałam taką kanapkę do zabrania na wycieczkę. Nie w głowie mi były jeszcze półmiski z pięknie udekorowanymi minikanapeczkami bankietowymi.( Ile jest pięciolatek chodzących na bankiety?) Niestety moja z sercem przygotowana kanapka spotkała się z ostrą krytyką Pani Krysi i śmiechem innych małych kucharzy. No dobrze, może nie patrzyłam co robią inne dzieci i postawiłam na indywidualizm twórczy, ale żeby od razu tak się śmiać...
Kanapka przestała smakować...
Chyba nigdy później, żadne moje dzieło kulinarne nie spotkało się z takim szyderstwem (przynajmniej ja o tym nic nie wiem)

Koktajl truskawkowy

Brokuły – warzywo roku



Mogłabym jeść codziennie. Krótko gotowane (5 minut w gotującej się wodzie) solo i z dodatkami 
(sos czosnkowy, sery, masło...i jako składnik innych potraw - sałatek, tart, zapiekanek...
W sobotę po wizycie na Starym Klperzu pojawi się pytanie – ile kwiatów brokułowych może się zmieścić w lodówce.

cukinia z serem Bergader

Podsmażona na patelni cukinia i dymka w towarzystwie czosnku i dużej ilości pieprzu ziołowego. Na gotową cukinię rozkruszamy ser. Wystarczy 30 sekund w kuchence mikrofalowej, żeby ser był idealnie rozpuszczony, ale nie wodnisty.





środa, 25 maja 2011

Chłodnik litewski



W końcu zrobiło się gorąco i można przejść na letnią dietę. Witajcie pyszne chłodniki, zupy owocowe, pachnące truskawki i czereśnie już tuż, tuż...
Ugotowana wczoraj botwinka a w niej już na noc zanurzone pokrojone ogórki, szczypiorek i kilka rzodkiewek. Doprawione solą i pieprzem -  przecież nic więcej nie trzeba by chłodnik był smaczny. Całość zalana zsiadłym mlekiem...prawdziwym, nie jakimś kefirem zaprawionym mąką ziemniaczaną (brr).
Dziś prosto przed podaniem dodałam z 6 ząbków czosnku i ugotowane jajka.
Zostało jeszcze kilka porcji więc jeśli ktoś ma ochotę.... zapraszam

wtorek, 5 kwietnia 2011

cukinia

Jako dodatek do makaronu, samodzielna przekąska, na kanapkę...
Smażona z cebulką, czosnkiem, suszonymi pomidorami i słonecznikiem - cukinia.
Odrobina pieprzu, soli i ziół prowansalskich i można jeść:)

urodzinowa Mattarta

Zdążyłam upiec prezent mężowi - tuż po północy tarta gruszkowa z pięknie wyrośniętą kołderką bezową była gotowa do jedzenia.
Spód do tarty zrobiłam co prawda kruchy - ale trochę inny - z mąki pełnoziarnistej - i chyba nie zaszkodziło to ciastu jakoś szczególnie....
Na maśle obsmażyłam pokrojone w ósemki gruszki a w międzyczasie mój śliczny czerwony pomocnik ubijał pianę z 3 białek i cukru (ilość - hmm "na oko" )
Trochę się bałam, że gruszki (bardzo soczyste były) za bardzo rozmiękczą spód więc ciasto podpiekłam wcześniej (15 minut to chyba było). Potem już tylko trzeba było wyłożyć na cieście gruszki, 2 pokrojone w drobną kostkę krówki (tak, takie dobre, kruche krówki) a całość przykryć pianą.
Ponieważ nie miałam za dużo czasu, ciasto w całości piekłam ok 25-30 minut w temperaturze 180C ale ze względu na bezę przydałoby się obniżyć temperaturę do 160C i piec z 45 minut...może nawet dłużej??
Ponieważ nie piekłam ciasta dużych rozmiarów wystarczyło na 4 kawałki - słodkiego, gorącego deseru.
Nie było sensu, żeby czekać aż ostygnie.