czwartek, 31 grudnia 2009

Pithivier z czekoladą

Pierwszy zrealizowany przepis pochodzący ze "Złotej księgi czekolady"
Tak na słodkie zakończenie roku i początek nowego.
Będzie jak znalazł na noworoczne śniadanie. Do tego duży kubek kawy z mlekiem i syropem waniliowym.
farsz robi się ok 10-15 minut.
Potrzebujemy 125 g masła (dałam ciut więcej)
100 g drobnego cukru ( pomieszałam z cukrem waniliowym)
60 g gorzkiej czekolady (dałam 100g)
30 g kakao (hmmm prawie dokładnie tyle:))
120 g migdałów drobno zmielonych (nie miałam już tyle migdałów więc pomieszałam z orzechami włoskimi)
30 g skrobi (mąki kukurydzianej )- nie miałam w domu więc zamieniłam na ziemniaczaną)
2 duże jajka (lekko ubite)
ciasto francuskie

Masło rozpuszczamy razem z cukrem i czekoladą.
Jajka lekkko ubijamy.
Migdały, mąkę i kakao mieszamy.
Rozpuszczone składniki mieszamy z suchymi na gładką masę, dodajemy jajka i dalej mieszamy.

Z ciasta wykrawamy kółka i nakładamy masę - każdy krążek z masą przykrywamy drugim z ciasta sklejamy delikatnie brzegi.
Zapach czekolady unoszący się w kuchni i piszczący piekarnik mówią, że ciastka już są gotowe.

wtorek, 29 grudnia 2009

Wigilia bez barszczu

Prawdziwy barszcz czerwony ma być kwaśny. Jak mam jeść słodki barszcz to już chyba wolę ten z torebki...Smakuje tak samo a przynajmniej kucharz się nie napracuje. Grrr...jeszcze czuję w ustach ten słodki, tłusty smak. Nawet smaczne uszka nie uratowały tej potrawy.
Prawdziwy Wigilijny (ale nie tylko Wigilijny) barszcz ma być na zakwasie, z dodatkiem wywaru z prawdziwków, warzywnego i swieżo ugotowanych buraków. Zupa musi być klarowna, niezbyt tłusta....
Pachnąca lekko czosnkiem i kminkiem....
Tych którzy do tej pory żywili się barszczem z torebki, znają tylko słodką namiastkę tego czym barszcz powinien być lub po prostu nigdy tej królowej zup nie jedli zapraszam do samodzielnego zrobienia zakwasu....a potem do ugotowania naprawdę dobrej zupy

Dzikie ravioli lub dzik oswojony

Prawdziwie dzikie bo z pieczonego dzika. Został jeden ładny kawał mięsa upieczony przez moją teściową i błagał żeby go zjeść. Jednym się w dwójkę nie najemy ale w połączeniu z drobno pokrojoną dobrą szynką, podsmażony na oliwie z dymką, czosnkiem...  jako sos do ravioli to czemu nie?
Całość zagęszczona parmezanem zmieszanym ze śmietaną i oczywiście z dużą ilością pieprzu i odrobiną soli i pycha.....
Może dobrze by taki sos smakował jeszcze z kilkoma suszonymi prawdziwkami...wtedy byłby jeszcze bardziej dziki.

szpinakowe koperty

Niewielka przekąska z ciasta francuskiego dobra na ciepło i na zimno...
Potrawa, która można zrobić w biegu a efekt bardzo dobry.
Farsz szpinakowy jest banalnie prosty - kolejna wariacja farszu, którego używam do lasagne, zapiekanek i makaronów.
Duszę liście szpinaku ma maśle - świeże, mrożone w zależności od sezonu. Do tego dorzucam sery - topione, mascarpone, parmezan, może być niemiecka cambozola, ale też inny smaczny nie bardzo agresywny w smaku ser, oczywiście czosnek, gałka, sól, pieprz, pod koniec kubek śmietany i odrobina- ale to naprawdę odrobina mąki. Masa musi być na tyle gęsta, żeby nie rozlewała się, jak będziemy ją nakładać na płaty ciasta francuskiego.
Ja używam mrożonego ciasta francuskiego ale jak ktoś ma dużo czasu to może wcześniej przygotować sobie ciasto.  Wychodzę z założenia, że jeśli mogę zastosować półprodukt BEZ USZCZERBKU NA SMAKU POTRAWY  to go używam. Nie trzeba być producentem cegieł, żeby wybudować dom.

Z ciasta wycinamy kwadraty. Na środek nakładamy łyżkę farszu i sklejamy brzegi trójkąta.

poniedziałek, 28 grudnia 2009

Czekoladowy prezent

Wśród wszystkich wspaniałych prezentów świątecznych znalazł się taki (od mojego męża) - "Złota księga czekolady"
Może nie wykorzystam wszystkich przepisów ale koło 20 już zaznaczyłam jako warte wypróbowania

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Suszone śliwki

Zapach Świąt Bożego Narodzenia to również zapach suszonych śliwek.
Tak pomyślałam jakby smakował sos- suszone, zmiksowane śliwki, oliwa z oliwek i może odrobina octu winnego z czerwonego wina....
W głowie dobrze mi się komponują te smaki ale jak jest w praktyce to się okaże :)

Puree z dymki


Pęczek dymki siekamy drobno nożem i blanszujemy we wrzątku przez 30 sekund. 

Potem wrzucamy do lodowatej wody na chwilkę  i dopiero wtedy do miksera. 
Doprawiamy solą, odrobiną parmezanu, można też dodać łyżkę mascarpone.
Takim musem możemy posmarować śledzia ale też upieczony schab czy pierś z kurczaka.

niedziela, 20 grudnia 2009

sałatka śledziowa

Przepis na sałatkę dostałam od mamy.
Mama od cioci, a ciocia od...?
Tego już nie wiem ale sałatka jest ciekawym zestawieniem smaków słodkich i słonych....
A robi się ją tak:

śledzie " matiasy'  wymoczone i pokrojone w paseczki
śliwki suszone ze dwie garści :-)
namoczone rodzynki
pokrojona w paseczki czerwona , konserwowa papryka
starte na drobnej tarce, uprzednio obrane młode pieczarki (kilka)
2-3 łyżki dobrej oliwy (bezzapachowej)
zielona pietruszka pokrojona drobno
ew. pieprz do smaku
sałatkę należy zrobić dzień wcześniej aby się składniki przeżarły :-)

Mam tą sałatkę na zdjęciu.
Wykonanie sałatki: mama
fotografia sałatki: mąż


sobota, 19 grudnia 2009

Risotto z wasabi z krewetkami

Na jednej z karteczek z Elle znalazłam dość ciekawie zapowiadające się risotto.
Potrzebne będą: ryż do risotto, krewetki, 3 łyżeczki wasabi,  1 cebula, 2 ostki bulionu warzywnego, białe wino, masło, pieprz, sól i oliwa.
Nie wiem kiedy przygotuję to risotto bo z wasabi w najbliższym czasie będzie sushi( jutro, jutro!!!)
ale dopiero jak je zrobię to opiszę sposób przygotowania....
Coś czuję, że trzeba będzie rozbudować przepis o nowe składniki.
Skoro jest wasabi to może nori?

Teczka

Ja też mam swoją teczkę!!
Jest ładna, fioletowo-brązowa z listkiem..a w niej przepisy...wydrukowane maile od mojej mamy, wyrwane kartki z zeszytu, wydrukowane przepisy z internetu, kartki z ELLE (kiedyś był taki dodatek - w każdym numerze jedna strona z przepisami - takie małe cztery kartki do wydarcia i plik listów zwanych instrukcjami obsługi torby.
Moja kochana Mama podając jakieś jedzenie dzieciom do Krakowa zawsze dodaje kartkę. Dopóki byłam w Krakowie sama nie było problemu. Potem moje rodzeństwo zaczęło studiować, pojawił się mąż i z wszystkimi trzeba się było dzielić gołąbkami, sałatkami, czekoladą, owocami...
Żebyśmy się nie pobili potrzebne są takie instrukcje...bo potem się okazuje, że brat zjadł moją czekoladę a ja jego kotlety:)))
Nie będę  teraz wklejała zdjęć oryginałów bo nie mam zgody autorki ale kto wie...

piątek, 18 grudnia 2009

Wiedźma i Domek z Piernika

Jak przystało na prawdziwą wiedźmę będę miała domek z piernika.
Kupiłam taki gotowy z Ikei. Upieczone ściany, dach...tylko poskładać i ozdobić.
Niestety mój domek trochę się połamał w transporcie i będę musiała użyć dużo zaprawy murarskiej, żeby jakoś się utrzymał w jednym kawałku.
Zapowiada się ciekawa zabawa.


czwartek, 17 grudnia 2009

powrót do przepisów prababci

Robiąc świąteczne porządki na komputerze trafiłam na plik - zeskanowana kartka  z notatnika
Miała pojawić się na blogu i jakoś nie trafiła...
Po dwóch już prawie latach jest!
Na placek z czereśniami trzeba będzie poczekać ale może ten cytrynowy zrobię?

zmysły w prezencie

Kuchnia artystyczna dostała w prezencie Gwiazdkowym nową domenę!!
blog.zmysly.eu
wystarczy zapamiętać
Stary adres jeszcze działa - jest przekierowanie ale nie wiem jak to będzie wyglądało w przyszłości.
Może "Aniołek" powie coś więcej powie na ten temat:)

Chyba to co gotuję smakuje mojemu mężowi skoro taki prezent dostałam...
;-)



wtorek, 15 grudnia 2009

Orzechy marynowane


Znalazłam link do tego przepisu w części kuchennej portalu gazeta.pl
Od razu wypróbowałam bo orzechów mam spory zapas.
Babcia Tosia wyłuskała kilka wielkich worów z orzechami.

Ponieważ nie miałam tylko białego octu winnego zrobiłam dwie wersje - z białym i czerwonym octem winnym.
Do podstawowego przepisu dorzuciłam jeszcze ziele angielskie i zwiększyłam ilość cynamonu i goździków.
Zastanawiałam się czy nie dodać jeszcze imbiru surowego....ale to mogłoby być już za ostre. Jedna świeży imbir ma bardzo intensywny smak i zapach i nie każdemu może odpowiadać a orzechy mają być w prezencie.

Orzechy marynowane - składniki
  • 0.5 kg orzechów włoskich
  • 4 łyżki soli
  • 600 ml białego octu winnego
  • 2 laski cynamonu
  • 6 goździków
  • kilka ziarenek kolorowego pieprzu (dałam czerwony - ładnie wygląda)

Orzechy dokładnie wypłucz i zalej litrem wody (powinny być przykryte). Dodaj sól i odstaw na 12 godzin (co najmniej).Trzymałam 24 godziny. Potem odcedź, ponownie wypłucz i odkładnie osusz papierowym ręcznikiem. Orzechy przełóż do wysterylizowanych słoików. Do rondla wlej ocet, zagotuj i dodaj przyprawy: goździki, pieprz i cynamon. Odstaw do przestygnięcia. Łyżką cedzakową wyjmij cynamon i włóż po kawałku do każdego słoja. Ciepłym octem zalej orzechy i odstaw w suche, chłodne miejsce na 2-3 tygodnie. Nie martw się, jeśli zalewa zmętnieje, gdyż po kilku dniach ponownie się sklaruje. Orzechy trzeba zjeść w ciągu 3 miesięcy.
Trochę się zastanawiam nad terminem przydatności orzechów. Jedynym miejscem gdzie mogę trzymać orzechy jest pewnie garaż....zobaczę co z tego wyjdzie.... za miesiąc - kosztowanie!!!

poniedziałek, 14 grudnia 2009

podstawa kuchni


Kurze, gęsie, przepiórcze a może strusie?
Jajko

mus czekoladowy - gotowy :)


Zgodnie z planem zrobiłam mus czekoladowy.
Do masy dałam tylko pół szklanki śmietany 30%.
Podarowałam sobie również dodatkową bitą śmietanę.
Mus jest bardzo słodki i nie da się go jeść w dużych ilościach.
Tak wygląda z bliska:)

niedziela, 13 grudnia 2009

Mus czekoladowy

Jutro robię kolejna potrawę z filmu Julie&Julia
mus czekoladowy
Przepis pochodzi ze strony kuchnia.tv
Mam nadzieję, że bedzie tak smakowicie wyglądał jak ten filmowy mus.
Nie mówiąc już o nadziejach smakowych....
Składniki

240 g gorzkiej czekolady
¼ szklanki mocnej kawy
90 g masła
3 żółtka
1 szklanka tłustej śmietany
3 białka
¼ szklanki cukru pudru
bita śmietana

Przygotowanie
Czekoladę rozpuścić w kawie. Miękkie masło utrzeć z czekoladą. Ucierając, dodawać po jednym żółtku. Białka lekko ubić. Nie przerywać ubijania, dosypywać po łyżce cukru, aż powstanie sztywna piana.
Masę czekoladową ostrożnie połączyć z ubitą pianą. Przełożyć mus do miseczek. Przykryć i kilka godzin schładzać. Podawać z przybraniem z bitej śmietany. Śmietanę można podać osobno.
Na podstawie programu "Julia i Jacques gotują w domu" opracowała Małgorzata Samborska

piątek, 11 grudnia 2009

Dziś w La Fuente

Nie liczę ile razy już tu byłam a wielu potraw jeszcze nie skosztowałam.
Dziś mieliśmy wejść tylko na jednego kęsa a skończyło się na kęsach wielu....
Na zdjęciu poniżej bakłażan z mozzarellą przyprawiony na ostro....Pyszny



czwartek, 10 grudnia 2009

Zapach Świąt

Tak po Mikołaju( 6.12) zaczynam wyczuwać zapach świąt.
W głowie układam listę tego co trzeba zrobić, kupić, upiec...
W przyszłym tygodniu wybiorę się na Kleparz po pszenicę, bakalie, mak czyli składniki kutii.
W tym roku będzie jeszcze sernik i pewnie jakieś drobne pierniczki.


środa, 9 grudnia 2009

Polaków ostra wyżerka

Polecam artykuł z "Wysokich obcasów" na temat kuchni staropolskiej
Polaków ostra wyżerka

Czekolada z Prowincji

Tak wygląda najlepsza czekolada jaką kiedykolwiek piłam. Od 8 lat już tak samo smakuje




wtorek, 8 grudnia 2009

kurczak podstawowy


Zazwyczaj mam w zamrażarce piersi z kurczaka i zrobiony w lecie duzy zapas mrożonej papryki. Wystarczy wszystko podsmażyć, poddusić na oliwie/maśle czym kto chce.
Do tego różne przyprawy w zależności od nastroju - dziś kumin, sos sojowy, tabasco, sól, pieprz i ser pleśniowy, którego nazwy już nie pamiętam:)
Idealne danie, kiedy brakuje mi pomysłu na obiad.

chleb powszedni




dzisiejszy wypiek

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Tarta cytrynowa

Wczoraj z okazji Mikołaja zrobiliśmy sobie dzień kawiarniano - spacerowy.
Zakończony pyszną jak zwykle czekoladą w Prowincji i moim niedawnym odkryciem (również z Prowincji) tartą cytrynową.
W domu też chcę jeść taką tartę więc ogłaszam wielkie poszukiwanie przepisu na tartę cytrynową - właśnie taką.
Dla tego, kto znajdzie dlamnie ten przepis - nagroda, kulinarna oczywiście.




Chilli con carne

Przepis na tą pyszną potrawę był jednym z pierwszych na moim blogu. Dopiero dziś zamieszczam zdjęcie pewnie już dwudziestego wariantu. Dziś z kukurydzianymi tortillami.

czwartek, 3 grudnia 2009

marzy mi się bombonierka..

Wczoraj w ramach obijania się zaczęłam bawić się karmelem.
Nie takim zrobionym a mleka w puszce ale z mleka, masła, miodu, cukru....
Kuchnia przy tym była cała słodka i lepka. Dobrze, że jest zima i żadna osa czy pszczoła nie zagościła w mojej kuchni bo miałyby czym się pożywiać.
Przeszukałam internet w poszukiwaniu jednego dobrego przepisu na miękkie karmelki ale żaden mnie nie przekonał. Ponieważ miałam dużo czasu zaczęłam ekperymentować.
W pierwszej kolejności zrobiłam twarde nitki karmelowe. Cukier( dałam ok 1szklankę) z odrobiną wody( tak na dno kubka- wiem, że to nie jest precyzyjne...ale może następnym razem sprawdzę ile łyżek mieści się na dnie mojego kubka z mc donalda:)
Ten cukier z wodą wrzuciłam na patelnię i mieszając czekałam aż zrobi się bursztynowy karmel.
Trochę za długo trzymałam ten karmel bo zamiast jasnego bursztynu zrobił się ciemnobrązowy i w pewnym momencie wykipiało i zaczęło się coś przypalać.
Tu nastąpiła akcja ewakuacyjna patelni z płyty. Szybkie wyłączenie grzania, włączenie wentylacji, otwarcie drzwi do ogródków tak żeby porządnie przewiało i gorączkowe mycie płyty. Dobrze, że zrobiłam to szybko bo twardy karmel to koszmar do usunięcia z czegokolwiek.
Patelnię z zaschniętą masą podgrzewałam kilkakrotnie, żeby wszystko się wytopiło.
Podłoga też wymagała szorowania....
Jak już opanowałam z grubsza sytuację zaczęłam widelcem lać wzorki z karmelu- część na talerz, część na metalową miskę, trochę po palcach( nie polecam oblewać się gorącym karmelem, który zastyga na skórze- efekt podobny do oblania się gorącym olejem).
Wzorki karmelowe wyszły różne ale na ozdobę tortu czy cukierków nadają się.
Muszę się jeszcze do czegś przyznać...zjadłam połowę w trakcie robienia....
Po takim początku zabrałam się za miękkie karmelki.
Wiedziałam, że miodu, cukru, masła i mleka nie zabraknie mi więc zaszalałam.
Napierw zrobiłam trochę zwykłego karmelu na patelni ale nie czekałam już aż zrobi się brązowy tylko zostawiłam jasno-żołty. Do tego dałam dwie wiegachne łyżki miodu.
W garnku wymieszałam mleko( następnym razem sprawdzę ile to mogło być bo lałam na oko)
z mlekiem w proszku-hmm chyba ze dwie łyżki...może więcej
i gotowałam powoli dolewając karmel z patelni. Nie jestem, przekonana czy mleko w proszku to był dobry pomysł bo podczas gotowania musiałam walczyć z grudkami ale to też porównam następnym razem.
Mieszałam, mieszałam.... i czekałam aż masa zacznie robić się karmelowa.
Dość długo to trwało. Chyba z pół godziny...
jak już masa była ładna dodałam masło i odstawiłam z płyty. Wszystko dokładnie wymieszałam i zaczęłam rozlewać masę karmelową do różnych naczyń- najwięcej na talerz- chciałam to po wystygnięciu ładnie pokroić. Ta operacja nie udała się.
Trochę masy wymieszałam z orzechami i to był dobry pomysł.
Część rozlałam do papilotek (takie papierki do małych muffinek).
Dziś zabrałam się za dekorację.
Jak już napisałam wcześniej krojenie się nie powiodło więc z tych nieudanych kostek zrobiłam kulki, obtoczyłam je w kawie, czekoladzie, kokosie, cynamonie i powrzucałam do papilotek.
Tą część karmelków z orzechami ozdobiłam kruchym karmelem.


Mateusz dostał taką nietypową bombonierkę dziś jako dodatek do prezentu Mikołajowego.
Jeśli mu posmakuje będę mogła przeprowadzać kolejne próby - zmieniając proporcje składników.
Nie kosztowałam gotowych cukierków ale podjadałam w trakcie robienia, Na koniec jak porządny kot wyczyściłam dokładnie wszystkie miseczki, talerzyki i garnki...Mniam
Teraz, mimo zjedzenia normalnej kolacji słodko mi i dobrze....dobrze mi i słodko...
słodko...słodko
hmm jest jeszcze kawałek kabanosa w lodówce.... może z chrzanem?


środa, 25 listopada 2009

Julie i Julia i Ja

Wiem, że nie jestem jedyną osobą, która pod wpływem tego filmu coś ugotowała. Nie będzie to też moja jedyna potrawa, która ugotowałam inspirując się filmem Julie i Julia (następny po boeuf bourguignon będzie mus czekoladowy)

Tak więc w niedzielę obejrzałam film. Mimo, że było to już po kolacji, z każdą minutą oglądniętego filmu robiłam się coraz bardziej głodna.
Tak więc Julia Child napisała książkę, Julie Powell ją przeczytała - wszystko ugotowała i napisała bloga, który został wydany w formie książki i posłużył jako scenariusz do filmu, który obejrzałam i również gotuję i opisuję w internecie( jak zapewne setki widzów filmu i czytelników książki :))

Boeuf bourguignon to rzeczywiście potrawa czasochłonna ale, żeby nazwać ją trudną... z tym się już nie zgodzę.

Jestem z siebie dodatkowo dumna bo udało mi się ugotowąć wołowinę po burgundzku nie dokonując zmian w przepisie. Chciałam poznać ten oryginalny smak potrawy, który wywołuje same miłe odczucia.
Poniżej zamieszczam przepis, który znalazłam na stronie kuchnia.tv. Przepis pochodzi z wiarygodnego źródła - z programu Julia i Jacques gotują w domu gdzie Julia Child i Jacques Pépin najsłynniejsza kucharska para Ameryki - gotowali, improwizowali i świetnie się bawili w swoim towarzystwie.

Boeuf bourguignon


Przepis z programu Julia i Jacques gotują w domu


Składniki
180 gramów bekonu lub boczku
1 łyżka oliwy lub oleju roślinnego
1,5 kg chudej wołowiny (łopatki, rozbratla lub giczy) pokrojonej w kostkę o boku 5 cm
1 marchew pokrojona na plasterki
1 cebula pokrojona w piórka
1 łyżeczka soli
¼ łyżeczki pieprzu
2 łyżki mąki
3 szklanki mocnego, młodego czerwonego wina - Beaujolais, Cote du Rhone, Bordeaux lub burgunda
2 do 3 szklanek bulionu wołowego z kostki lub domowej roboty
1 łyżka przecieru pomidorowego
2 rozgniecione ząbki czosnku
½ łyżeczki tymianku
pokruszony listek laurowy
blanszowana skórka z bekonu
18 do 24 małych białych cebulek
450 gramów pieczarek pokrojonych w kostkę i podsmażonych na maśle
natka pietruszki

Przygotowanie
Z bekonu odkroić skórkę, pokroić na skwarki o grubości 0,5 mm i długości 3,5 cm. Skórkę i skwarki obgotowywać w 1,5 l wody przez 10 minut. Osączyć i wysuszyć. Piekarnik rozgrzać do 230 stopni. Bekon zrumienić na maśle, na średnim ogniu. Powinno wystarczyć 3 minuty. Przełożyć łyżką cedzakową na talerz. Odstawić na bok. Podgrzać patelnię, aż tłuszcz zacznie się prawie palić. Osuszyć mięso papierowym ręcznikiem. Smażyć po kilka kawałków na gorącym oleju i tłuszczu wytopionym z bekonu, aż mięso ładnie się zrumieni ze wszystkich stron. Przełożyć do bekonu. Na tym samym tłuszczu zrumienić warzywa pokrojone na plasterki. Zlać tłuszcz. Przełożyć do naczynia żaroodpornego wołowinę i bekon. Doprawić solą i pieprzem. Posypać mąką i podrzucić kilkakrotnie, aby obtoczyć w niej mięso. Ustawić naczynie bez pokrywki na 4 minuty w środku podgrzanego piekarnika. Ponownie podrzucić i jeszcze raz wstawić do piekarnika na 4 minuty. (Mąka się zrumieni i pokryje mięso cienką skórką.) Wyjąć naczynie i obniżyć temperaturę piekarnika do 160 stopni. Domieszać wino i taką ilość bulionu, aby płyn ledwie pokrywał mięso. Dodać przecier pomidorowy, czosnek, zioła i skórkę z bekonu. Przykryć naczynie i postawić w dolnej części rozgrzanego piekarnika. Ustawić temperaturę tak, aby płyn lekko się gotował 2½ do 3 godzin. Mięso jest gotowe, jeśli bez trudu można w nie wbić widelec. W czasie, gdy wołowina się gotuje, przygotować cebulę i pieczarki. Piętki cebulek perłowych przekroić na krzyż. Wrzucić na 10 sekund do wrzątku. Obrać. Przełożyć do bulionu wołowego ze szczyptą cukru. Dusić 3-4 minuty pod przykryciem, aż pokryją się warstwą glazury. Pieczarki pokrojone w ćwiartki podsmażyć na maśle. Odstawić na bok. Kiedy mięso będzie już miękkie, przelać zawartość naczynia przez sito do rondla. Opłukać naczynie. Ponownie przełożyć wołowinę i bekon. Do mięsa wrzucić cebulę i pieczarki. Z sosu usunąć tłuszcz. Gotować na małym ogniu minutę lub dwie, zbierając wszelki tłuszcz. Należy uzyskać 2½ szklanki sosu tak gęstego, by oblepił wypukłą część łyżki. Zbyt rzadki sos doprowadzić do wrzenia i odparować na dużym ogniu. Zbyt gęsty rozrzedzić kilkoma łyżkami bulionu. Skosztować i w razie potrzeby doprawić. Polać sosem mięso i warzywa.
Przygotowania można zakończyć na tym etapie.

Do natychmiastowego podania
Przykryć naczynie i gotować 2 do 3 minut na małym ogniu, podlewając kilkakrotnie sosem. Podawać z naczynia lub przelać na półmisek, obłożyć ziemniakami, ryżem

Do późniejszego podania
Zimną wołowinę przykryć i wstawić do lodówki. Na 15 do 20 minut przed podaniem podgrzać na małym ogniu. Przykryć i podgrzewać jeszcze 10 minut, co jakiś czas polewając mięso i warzywa sosem.

Na podstawie programu "Julia i Jacques gotują w domu" opracowała Małgorzata Samborska

http://www.kuchnia.tv/



i link do opisu filmu

http://www.filmweb.pl/f465594/Julie+i+Julia,2009

wtorek, 17 listopada 2009

indyczy przekładaniec

To kolejne danie z Ptakiem w roli głównej. I...nie jest to kaczka.
Tylko indyk a raczej jego cycki.
Chciałam zrobić roladki z indyka nadziewane pesto pietruszkowym tak jak moja mama mi poradziła a wyszło troszkę coś innego. Owszem wzięłam filet z indyka - roztłukłam lekko i mocno wysmarowałam ze wszystkich stron pesto pietruszkowym ale włożyłam tak przygotowane mięso pomiędzy płaty lasagne. Czyli na spód naczynia żaroodpornego makaron, potem mięso wyciapane pesto, potem znowu makaron i reszta pesto dookoła - taki żywopłot wokół indyczego domu.
Na wierzch jeszcze tylko kilka plastrów żółtego sera i już. Tak przygotowaną kompozycję zalałam sokiem pomidorowym. Ale nie takim z kartonu tylko prawdziwym...domowym ze słoika.
Piekło się to wszystko ładnie przez godzinę. Ponieważ użyłam całej porcji pesto to potrawa była bardzo tłusta i sycąca.
Przepis na pesto pietruszkowe był podawany już wcześniej :)

a to gęś!

Nie przepadam za tłustym mięsem ale zachęcona akcją "Gęsina na św. Marcina" organizowaną przez Slow Food Polska postanowiłam z kilkudniowym opóźnieniem upiec gąskę. Zresztą posiadanie brata o imieniu Marcin też do czegoś zobowiązuje.
Kupiłam na Kleparzu pół gąski i upiekłam - nacierając ją wcześniej -solą pieprzem, zielem angielskim, rozmarynem i czosnkiem w dużych ilościach. Na spód naczynia żaroodpornego dałam pokrojone w cząstki jabłka. Na jabłkach ułożyłam gęś i to wszystko obłożyłam świeżymi żurawinami i resztą pokrojonych jabłek.
Mięso piekłam dość długo - bo aż dwie godziny.
Jutro gąska będzie z dodatkiem kopytek posypanych koperkiem.
Pojutrze prawdopodobnie z szerokim makaronem -wstążki albo z kaszą gryczaną.

sobota, 14 listopada 2009

precle od Gosi

Gosia pisała mi o znakomitych preclach, które często piecze i zjada w większości sama, nie dzieląc się z mężem:)
Zamieszczam przepis w oryginale bo jeszcze nie próbowałam.
Jutro się skuszę i upiekę.
Kto wie, może mój mąż będzie mógł skosztować:)


Przepis na precle:
Zaczyn:
7g drozdzy (swiezych)
75ml wody (5 lyzek)
15ml maki (1 lyzka)

Ciasto:
7g drozdzy (swiezych)
150ml letniej wody
75ml letniego mleka
400g maki (ok 3.5szkl)
1.5lyzeczki soli (7.5ml)
25g masla - roztopionego

+ do posmarowania:
1 zoltko + 1 lyzka mleka, gruba sol lub/i kminek

Drozdze na zaczyn rozmieszac w miseczce z woda, dodac make, wymieszac az bedzie jednolite, nakryc folia i zostawic w cieplym miejscu na 2h.

Rozpuscic drozdze na ciasto z woda, wmieszac mleko. Do duzej miski przesiac 3 szkl maki, dodac sol. Dodac drozdze, zaczyn i rozpuszczone maslo. Mieszac przez 3-4min. Wylozyc na oproszona maka stolnice i wyrabiac z pozostala maka az powstanie luzne ciasto. Przelozyc do nasmarowanej miski, nakryc folia i odstawic na 30 min w cieple miejsce (powinno zwiekszyc objetosc dwukrotnie).

Wylozyc na oproszona maka stolnice, rozplaszczyc piescia (walisz jak w worek treningowy - zeby pozbyc sie babli powietrza). Wyrobic ciasto w kulke i wlozyc ponownie do miski na 30 min.


Wylozyc na oproszona maka stolnice, podzielic ciasto na 12 czesci. Kazda kulke rozwalkowac na waleczek ok 46cm dlugi (w tym czasie pozostale dobrze jest nakryc sciereczka). Uformowac precel (podkowa, koncowki zawinac wokol siebie i rozlozyc). Wylozyc na oproszona maka blache i zostawic na 10 min. W tym czasie nagrzac piekarnik do 190st. W duzym garnku zagotowac wode, po czym zmniejszyc zeby wciaz wrzala. Wrzucac partiami precle na goraca wode na ok 1min. odsaczyc i wylozyc na nasmarowana blache (powinny byc gumowo sprezyste w dotyku - nie lepic sie). Posmarowac rozbeltanym jajkiem, posypac sola lub kminkiem i piec 25min.

Najbardziej podoba mi się część opisu z waleniem pięścią jak w worek treningowy. Już lubię piec te precle:)

pesto Ani...

.. jest rewelacyjne!
Proste, smaczne i wielofunkcyjne.
pietruszka, orzechy włoskie (wyłuskane w ogromnych ilościach przez Babcię Tosię)- może być też słonecznik
sól, czosnek, parmezan, dobra oliwa, troszkę pieprzu
i do blendera z wszystkim aż się gładka masa zrobi.
Dobre go spagetti, kopytek, na kanapkę a moja mama ostatnio nadziała tym pesto indyka - tzn fileta z indyka.
Mimo, że nigdy jakoś nie pałałam wielką miłością do pietruszki to pod postacią pesto mogę zjeść dużo tej wybornej pasty

sałatka grypowa

Ostatnio przyplątał się jakiś paskudny wirus i położył mnie do łóżka na prawie tydzień. Jednym z elementów przeciwgrypowej kuracji okazała się sałatka ogórkowo- jajeczna. Trzy dni pod rząd. Trzy różne wersje - w tym jedna mojego męża. Ponieważ gorączka czasowo odebrała mi zdolność zapamiętywania to mogę opisać tylko pierwszą wersję tej sałatki oraz czwartą - dzisiejszą.
Podstawą są jajka ugotowane na twardo (np 5-6)pokrojone,
jeden duży zielony ogórek - obrany i pokrojony w kostkę,
trochę cebuli
majonez
czosnek -2-3 ząbki - ile kto lubi
posiekane orzechy włoskie albo słonecznik,
przyprawy- sól, pieprz, czubrzyca, lubczyk, zioła prowansalskie
i to było w pierwszej wersji, która zniknęła błyskawicznie.
Dzisiejsza była bardziej rozbudowana - dodatkowo pojawił się szczypiorek i brokuły.
Sałatka jest bardzo kaloryczna i nawet dla takiego głodomora jak ja zjedzenie jej zaspokaja głód na długie godziny...
Do tego jeszcze świeży, domowy chleb z masłem...mniam

wtorek, 3 listopada 2009

codzienne sushi

Najważniejszy w sushi jest ryż, reszta to fantazja kucharza.
Nie jestem mistrzem sushi ale to które robię od kilku lat smakuje całkiem, całkiem.
Ryż do sushi trzeba bardzo dokładnie wypłukać.
Na jedną szklankę ryżu odmierzamy 1,2 szklanki wody.
Pod przykryciem doprowadzamy ryż -a raczej wodę do wrzenia. Potem zmniejszamy "ogień" i przez 10 minut gotujemy również pod przykryciem.
Nastepnie odstawiamy ryż z płyty i pozwalamy mu dojrzewać przez kwadrans.
W międzyczasie przygotowujemy zaprawę do ryżu. Na szklankę ryżu potrzebujemy 3,5 łyżki octu ryżowego, pół łyżki sosu sojowego, 1,5 łyżki cukru. Dobrze jest używać jasnego sosu sojowego- najmniej zmienia biel ryżu.
Letni ryż zalewamy zaprawą i mieszamy drewnianą łyżką. Ryż studzimy do temperatury pokojowej.
Reszta składników podstawowych:
listki nori,
pasta wasabi,
marynowany imbir,

Dodatki: ( tu wymienię to co najczęściej używam)
łosoś - wędzony lub surowy
paluszki krabowe,
ser camembert,
surowy ogórek( bez skórki i pestek)
ryba maślana

Najczęściej robię futomaki i nigiri, czasem cieniutki hosomaki.

Wspólne robienie sushi razem z gośćmi to świetna zabawa. Zwijanie maki za pomocą maty bambusowej czy formowanie nigiri nie sprawia większej trudności ( tu się zapewne oburzy niejeden znawca sushi- że przecież to sztuka, która potrzebuje wieloletniej nauki itd :))) i może być miłą rozrywką na jesienne wieczory

wtorek, 27 października 2009

na jesienne smutki...

...potrzeba trochę słońca, chociażby w postaci ananasa. Jeśli jeszcze do tego dodamy spory kawał mięsa....
Nie mogłam zmarnować pięknie obranego przez mojego męża ananasa a w końcu trzeba było coś z nim zrobić. Lubię połączenie mięsa i owoców więc upiekłam kawałek schabu na plastrach ananasa. Oczywiście wcześniej pokroiłam mięso na plastry, lekko rozbiłam i podsmażyłam na patelni. Do naczynia żaroodpornego włożyłam plastry ananasa a na nich ułożyłam kawałki schabu, pokrojoną w krążki cebulę, ząbek czosnku roztarty i przyprawy - zioła prowansalskie, moją ostatnią faworytkę w kuchni - harrisę , odrobinę ziela miłości - lubczyku i chyba tyle. Soli i pieprzu było tyle ile wtarłam w plastry mięsa przed smażeniem- czyli niezbyt dużo. Zapomniałam jeszcze o jednym dodatku - o kilku owocach rambutana. Potem to już tylko piekarnik- chyba z dwie godziny piekł się ten schab oczywiście podlewany obficie wodą.

wtorek, 20 października 2009

Ryż z fasolą

Czyli ja tez potrafię trzymać się ściśle przepisu:) - prawie
Przepis znalazłam tu:
http://www.kuchnia.tv/kuchnia_przepis_0-0-4430_ryz-z-fasola.html
a w pełnej wersji wygląda tak:
Ryż z fasolą to najbardziej popularne danie kuchni karaibskiej. Podaje się je z mięsem lub warzywami. Na Jamajce używa się fasoli o nazwie nikla indyjska, lub czerwonej fasoli kidney, kiedy nie ma sezonu na niklę.

Składniki
1 szklanka nikli indyjskiej lub czerwonej fasoli kidney
2 łyżki oleju
1-2 dymki, drobno posiekane
1 ząbek czosnku, drobno posiekany
2 gałązki świeżego tymianku lub pół łyżeczki suszonego
1 listek laurowy
sól i czarny pieprz
1 l gorącej wody
3 szklanki ryżu o długich ziarnach
1 szklanka mleczka kokosowego lub śmietanki kokosowej

Przygotowanie
Namaczać fasolę przez 2 godziny, odcedzić. Rozgrzać olej, podsmażyć cebulę i czosnek. Dodać fasolę, tymianek, listek laurowy, sól, pieprz i połowę gorącej wody (ważne, żeby była gorąca, dzięki temu fasola nie popęka). Kiedy fasola jest prawie ugotowana, dodać umyty ryż. Wlać pozostałą wodę i mleczko kokosowe. Przykryć i dusić na bardzo wolnym ogniu, aż ryż będzie ugotowany, ok. pół godziny. Sprawdzać, czy woda nie wyparowała, w razie potrzeby dolać trochę gorącej wody. Podawać z mięsem lub warzywami.


Właśnie przeżyłam szok...Do dziś byłąm pewna, że w tym przepisie było chili - i sporo dodałam go do ryżu. Musiałam jednoczesnie mieć otwarte dwie strony z przepisami i coś mi się nałożyło...
Ale przyznam, że wersja z chili była smakowita...
Może powinni zmienić przepis na stronie?

wtorek, 13 października 2009

Zupa z Dyni

Po raz kolejny obiecywałam sobie, że zrobię coś zgodnie z przepisem i znowu mi nie wyszło.
Chyba nikogo, kto mnie zna to nie dziwi.
Jakoś na wiosnę mój mąż wyraził chęć zjedzenia czegoś z dyni - poza jej pestkami. Grzecznie wyjaśniłam mu, że sezon na dynie dopiero nadejdzie i w sumie chętnie bym też coś dyniowego zjadła.
Nadeszła jesień a ja o dziwo przypomniałam sobie o dyniowych planach. Kupiłam na Starym Kleparzu średniej wielkości Dynię i zaczęłam przeglądać przepisy w internecie.
Znalazłam kilka wariantów zup i to właśnie zupa została wytypowana jako pierwsza z dyniowych wariacji.
Moja wersja to wariacja na temat... dynia
Na patelni podsmażyła lekko cebulkę i 2 ząbki czosnku. Dynię obrałam (ilość dowolna - ja na zupę przeznaczyłam połowę)i pokroiłam w dużą kostkę. Wrzuciłam do garnka z wodą i odrobiną oliwy. Dorzuciłam podsmażona cebulkę z czosnkiem i poczekałam aż się całość ugotuje. Ponieważ nie stałam i nie pilnowałam czasu gotowania nie potrafię określić jak długo powinno się gotować dynię. Wrzuciłam do dyni jeden serek topiony, trochę kolendry, szafranu, pieprzu cytrynowego, soli i mojej ulubionej przyprawy marokańskiej harrisy.
Całość zmiksowałam i zupa już była gotowa. Myślę, że można podając tą zupę dodać kleks zimnej, gęstej śmietany jako przeciwwaga do kremowej, lekkiej, gorącej zupy.


sobota, 6 czerwca 2009

schab w liściach winogron

Spory kawałek schabu bez kości lekko podsmażamy na patelni ze wszystkich stron (tak tylko, żeby ścieło się białko na zewnątrz). Mocno nacieramy schab czosnkiem, ostrą papryką, solą i innymi smacznymi przyprawami:) Teraz pora na obłożenie schabu liśmi winogron. Ważne, żeby były młode, nie opryskiwane żadną chemią i z dobrej winnicy (Malawski :)
Zawijamy schab w liście tak, żeby cały był przykryty - mogą być spokojnie dwie warstwy. Całość obficie polewamy oliwą i pieczemy w piekarniku pod przykryciem - co jakiś czas dolewając odrobinę wody na spód naczynia. Nie wiem ile ten schab się piekł ale mogło to być coś ok 2 godzin.

Po upieczeniu kroimy w plastry i polewamy pozostałym z pieczenia sosem z oliwą.
Fajnie by smakował do tego jakiś mocno kwaskowaty sos - może cytrynowy na ostro z pieprzem albo z kwaśnych jabłek?
Następnym razem zrobię.

chleb Agaty

W końcu udało mi się upiec chleb z przepisu Agaty.
Jeszcze dobrze nie ostygł a już prawie go nie ma. Zrobiłam z połowy porcji to mam za swoje.
Podaję oryginalny przepis Agaty:

składniki na 2 chleby w keksówkach
do miski:
1 kg mąki
paczka otrębów pszennych (15 dkg chyba ich tam jest)
ziarenka dowolne
2 łyżki soli

1 litr mleka
2 łyżki cukru
100 g drożdży
do miseczki odlewamy szklankę letniego mleka + drożdże + cukier odstawić w ciepłe miejsce na 10-15 min
resztę mleka odgrzewamy na lekko ciepłe i wlewamy razem z wyrośniętymi drożdżami do miski do pozostałych składników

wyrabiamy ręką kilka minut
wykładamy do wysmarowanych i posypanych bułką tartą foremek
można posypać na wierzchu np. sezamem
ja piekę 1 godz. w temp. 180 na termoobiegu (jak tradycyjnie to 200 trzeba)
smacznego!

Za sezamem (poza sezamkami) nie przepadam więc w chlebie poza otrębami znalazła się czarnuszka, kminek i słonecznik. Może nastęonym razem sam kminkowy upiekę... Albo z dynią.
Dodałabym może odrobinę oliwy do ciasta...
Piekłam 50 minut na 190C i był to wystarczający czas i temperatura.
Pyszny...taki jeszcze ciepły z masłem

czwartek, 14 maja 2009

kasza gryczana na 100 sposobów

Zaczęła się epoka kasz
lżejsze niż ziemniaki czy makarony a zdrowe i są dobrą bazą do zapiekanek, gulaszy, sałatek
Wczoraj byłą wariacja z suszonymi pomidorami, dziś ze schabem
Do każdej z nich najpierw trzeba ugotować kaszę gryczaną i wrzucić do naczynia żaroodpornego
a potem:
wersja pomidorowa -
suszone pomidory w zalewie z oliwy
posiekana mięta, bazylia i oregano
dymka
lekko podsmażona na patelni dobra szynka( pokrojona w paski)
kilka ostrych papryczek
inne przyprawy do smaku:)
wszystkie składniki delikatnie mieszamy w naczyniu żaroodpornym i zapiekamy pod przykryciem ok 20 minut


dzisiejsza schabowa mieszanka -
pokrojony w kostkę schab bez kości podsmażamy na patelni
dodajemy pokrojoną paprykę
i sok pomidorowy
dusimy przez ok 20 minut
można dodać cebulę
oczywiście mięta, bazylia i oregano - jakoś dobrze komponuje mi się ten zestaw
z dodatkiem oliwy
Uduszone mięso z dodatkami mieszamy z kaszą i zapiekamy jak w wersji poprzedniej
+ oczywiście kilka ostrych papryczek
Schab jednak potrzebuje trochę więcej czasu (40 minut)

Na fali kasz kupiłam jeszcze grubą jęczmienną
Zobaczę co z niej można zrobić smacznego

el Bulli

Hiszpańska restauracja el Bulli wygrała w rankingu 50 najlepszych restauracji na świecie

http://www.theworlds50best.com/module/acms_winners?group_id=1&item_id=38

Z chęcią skosztowałabym ich kuchni z ciekawości co jest oceniane (w 2008) jako najsmaczniejsze jedzenie.


piątek, 8 maja 2009

pieguski

Tak wyglądają gotowe ciasteczka czekoladowe.
Rzeczywyście wyszły pyszne.
Dla mnie najlepsze były takie prosto z piekarnika ale dziś do poobiedniej kawy... też smakowite

Ciatseczka czekoladowe

Przepis, którego jeszcze nie wypróbowałam ale sprawdzony przez Gosię - więc w 100% wierzę, że wychodzą pyszne:)
Jutro upiekę.
Wczoraj bardzo za mną chodziła czekolada i takie ciasta będą idealne na czekoladowy głód. Na pewno lepsze niż nutella.


1 1/2 szklanki masla lub margaryny (340g)
1 1/4 szkl cukru bialego
1 1/4 szkl cukru brazowego
1 lyzka esencji waniliowej
2 jajka
4 szkl maki
2 lyzeczki sody
1/2 lyzeczki soli
4 szkl kawaleczkow czekolady

Nagrzej piekarnik do 180st. W duzej misce ubij maslo, oba rodzaje cukru, wanilie i jajka az masa bedzie lekka. Wmieszaj make, sode i sol (ciasto bedzie sztywne). Wmieszaj kawalki czekolady.

Na niewysmarowanym papierze do pieczenia kladz lyzka ciasto w odstepie 5cm. Splaszcz lekko.

Piecz 11-13 min lub az ciastka beda zlotobrazowe (srodek bedzie miekki). Studz 1-2min.

Wychodzi ok 72 ciastka

środa, 22 kwietnia 2009

placuszki szpinakowe z ziemniakami

albo placki ziemniaczane ze szpinakiem
Wszystko zależy od proporcji.
Moje były bardziej ziemniaczane niż szpinakowe


Ziemniaki trzeba na tarce( jak na zwykłe placki ziemniaczane).
Dodajemy do tego szpinak - podduszone liście na patelni - doprawione czosnkiem, solą i pieprzem.
Do masy ziemniaczano -szpinakowe wbijamy jedno jajko, wsypujemy troszkę mąki i mieszamy.
Ja dodałam jeszcze drobno pokrojony szczypiorek ale nie jestem przekonana do jego obecności w plackach.
Formujemy na dłoni placki i smażymy na bardzo gorącym oleju.
Podobno smaczniejsze były odgrzewane następnego dnia w piekarniku

sobota, 21 lutego 2009

kuchnia ponad podziałami

Wczorajszy koncert Trilok Gurtu był świetny. Nie spodziewałam, się że muzyka artysty z Indii tak mnie zahiponotyzuje bo jakoś nie przepadam z bollywoodzkimi klimatami. Ale to nie o muzyce i koncercie miałam pisać a o tym, co poza muzyką ujęło polską publiczność.

Bigos, pierogi i wódka - trzy magiczne słowa, które wypowiedziane przez obcokrajowca brzmią dla nas jak muzyka - od razu przychylniej patrzymy na "Obcego"
Jesli jeszcze doda przy okazji bardzo połamaną polszczyzną "na zdrowie" już szalejemy z miłości do brata z obcegu kraju. Publikuj posta
Przysłowie "Przez żołądek do serca" sprawdza się tu w 100%.



sobota, 14 lutego 2009

Na snieg - nie tylko dla Puchatka

Kiedy tak sypie snieg zawsze przypomina mi sie mruczanka Puchatka:


Im bardziej pada śnieg,
Bim – bom
Im bardziej prószy śnieg,
Bim – bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim – bom
Jak biały puch z poduszki.

I nie wie zwierz ni człek,
Bim – bom
Choć żyłby cały wiek,
Bim – bom
kiedy tak pada śnieg, śnieg
Bim – bom
Jak marzną mi paluszki.


a na zmarzniete paluszki najlepsza dzis bedzie kawa ...z miodem, spienionym mlekiem, cynamonem i likierem pomarańczowym...
tylko czy jeden duzy kubek wystarczy?
bim bom

środa, 4 lutego 2009

Sernik amerykański

http://ugotuj.to/przepisy_kulinarne/10,92986,5990364,Jak_zrobic_amerykanski_sernik_.html

niedziela, 1 lutego 2009

Weekend z Tiramisu

Zaczęło się w piątek w nocy... Wracaliśmy z kina, kiedy mój mąż zaproponował tiramisu w Cherubino. Niestety o pierwszej w nocy (mimo, że to był piątek!) restauracja była zamknięta. Jak się okazało zjedzenie dobrego deseru w środku nocy nawet w Krakowie pełnym wszelkiego rodzaju lokali gastronomiczno - innych okazało się niemożliwe. Szukaliśmy i szukaliśmy i niestety bez skutku... Głód Tiramisu musiał pozostać do soboty. W sobotę wybraliśy wcześniejszą porę. Cherubino było otwarte. Tiramisu w karcie również - nawet cena się nie zmieniła tylko smak... Tiramisu z Cherubino spadło z 1 miejsca na blizej nieokreślone - "jakieś poza podium". Pierwsza wada - sposób podania się zmienił - zwykły toporny biały talerz. Porcja niewielka. Sam deser delikatny - puszysty aż za puszysty - zabrakło tłustego mascarpone? czy jajek? Po wizycie w Cherubino pozostał niedosyt, który trzeba było ratować (skutecznie :) plackami po węgiersku z baru Oko na Kazimierzu. Dobrze, że w planach na niedzielę było Tiramisu w La Stradzie. Poprzedzone oryginalną pizzą z dynią, włoskimi orzechami, czerwoną cebulą i mozzarellą smakowało - tak jak powinno. Tiramisu było ładnie podane. Spora porcja idelanie nasączonych kawą i alkoholem biszkoptów, pokrytych tłuściutką masą serową. Rozpływający się w ustach deser popijany dobrą kawą - to było to. La Strada to niezbyt widoczna włoska restauracja na Stradomiu. Ukryta w bramie, cicha, niepozorna nigdy nie zawiodła mnie swoją kuchnią. Pizze, makarony i to Tiramisu. Następnym razem może zamiast pizzy zamówię krem z ricotty z dodatkiem rodzynek polany karmelem - specjalność szefa kuchni a na deser...
Tiramisu

i zasmażka.

Tak i oto znowu zgłodniałam - pewnie jutro zapoluję na mascarpone i zrobię tiramisu.
Zastanawiam się nad ogłoszeniem lutego - miesiącem Tiramisu.

czwartek, 1 stycznia 2009

kawa

Wczoraj dość intensywnie poszukiwałam innego źródła dostawy syropu cynamonowego do kawy niż DUKA. Mój ulubiony syrop espresso house podrożał a przecież jst kryzys gospodarczy więc albo znajdę go gdzieś w lepszej cenie ale będę zmuszona zrezygnować z` syropu.
Dzięki tym poszukiwanion trafiłam na mnóstwo ciekawych forów, blogów i serwisów o tematyce kawowej. Myślę, że czasem pojawi się jakiś czasochłonny ciekawy przepis na dobrą kawę, którego nie zastosuję ale z przyjemnością przeczytam i zacytuję :)

2009

Wraz z Nowym Rokiem postanawiam blogową poprawę.
Cisza na blogu nie znaczy, że nic nie gotuję ale jakoś tak ostatnio powtarzam swoje sprawdzone potrawy...no może poza karkówką( nie wiedziałam, że karkówka może być smaczna!!) Nie będę też podawała przepisów na kolejne wariacje sałatek - bo przecież zmieniam pojedyncze składniki.
Nabieram coraz większej wprawy w przygotowywaniu sushi. Jednak to wszystko amatorskie próby więc nie będę tego opisywać zostawiając to fachowcom.
W najbliższym czasie powinny zacząć się pojawiać przepisy dietetyczne - postanowiłam zrzucić odrobinę zimowego tłuszczyku jeszcze przed wiosną.
Po dzisiejszym sushi zostało sporo wasabi i szkoda, żeby się zmarnowało. Mój kochany mąż zażyczył sobie ciasteczka z wasabi więc chyba będę musiała coś zrobić...