środa, 9 lipca 2008

bună ziua!

Tak jak planowałam zjadłam mamałygę. Taką, zapamiętaną z dzieciństwa - ze śmietaną i serem ale też w wersji, której nie jadłam - jak dodatek do dania głównego. Podawana tak jak nasze puree ziemniaczane - polana sosem rybnym, pysznym pikantnym mocno pomidorowym jak i też dodatek do sarmali - czyli gołąbków.
Sarmale to już zupełnie inny rozdział kuchni rumuńskiej... i pyszna zupa rybna.
Pierwszy raz w życiu jadłam SMACZNĄ zupę rybną.
Poza kuchnią Drakuli i naddunajskich rybaków był po drodze Tokaj i kuchnia węgierska.
A Tokaj to nie tylko piwniczki i degustacje( chociaż je bardzo mile wspominam) ale również pieczeń cygańska, tradycyjny gulasz i zupa rybna- zupełnie inna niż ta rumuńska.
To taki mały wstęp.
Teraz po kolei będą pojawiać się przepisy z podróży. Może uda mi się choć w części odtworzyć tamte smaki...

Brak komentarzy: