czwartek, 17 stycznia 2008

tak mi słodko...i dobrze, niedobrze

Zrobiłam czekoladę. Legendarną czekoladę babci Ani, którą objadałam się od wczesnego dzieciństwa.
Gęsta- najlepsza pomiędzy opłatkami- ale zwykły wafel też może być, jeszcze lepsza sama- z orzechami, migdałami lub solo.
Wyszło moje łakomstwo- zanim czekolada trafiła z garnka na waflowy plasterek nie było już jakiejś połowy. Potem jeszcze trzeba było wyczyścić garnek z resztek(nic nie może się zmarnować...) Pycha, deser idealny...
Nie będę wyjątkowo podawać przepisu. Niech pozostanie tajemnicą rodzinną. Mogę jedynie wspomnieć, że potrzebne jest kakao, masło i mleko(oraz kilka innych składników).
Rozpływam się od tej czekolady...
Możliwe, że gdybym teraz zjadła chociaż kawałek czekolady sama bym się w nią zamieniła.

Brak komentarzy: