czwartek, 31 stycznia 2008

Gulasz trochę inaczej

Niechęć do długiego przebywania w kuchni w tym tygodniu sprawiła, że zrobiłam wielki gar gulaszu. Tym razem wieprzowego.
Porcja na dobrych kilka dni dla nas dwojga.
Na gorącą oliwę wrzuciłam fioletową cebulę, marchewkę, seler naciowy - tak dosłownie na moment. Potem zalałam wodą, dodałam ziemniaki, paprykę, sok pomidorowy, czosnek...
i tu mogłam wyjść spokojnie z kuchni bo gulasz mógł bezpiecznie spokojnie się gotować.
A....wcześniej jeszcze osobno podsmażyłam wieprzowinę i wrzuciłam do garnka z gotującymi się warzywami. Od tamtej pory gulasz robił się sam. Czasem go motywowałam mieszając łyżką.

pączków brak

Nie zrobiłam pączków. Niestety na dobrych chęciach się skończyło...
Dobrze, że dostaliśmy przesyłkę z Przemyśla z pysznymi pączkami mojej mamy.Mieliśmy tłustą niedzielę i poniedziałek.
Obiecuję poprawić się i w najbliższym czasie zrobić pączki, no może trochę dalszym czasie ...
Dziś były już tylko pączki z cukierni. Za to w garnku czeka ogromna porcja gulaszu.

sobota, 26 stycznia 2008

Pączki

Właśnie dostałam od mojej mamy przepis na pączki.Mam zamiar usmażyć w tym tygodniu. Tłusty czwartek w końcu się zbliża:)

Zamieszczam przepis w oryginalnej formie.Moje komentarze pojawią się jak już zrobię te pączki:)


Pączki - bardzo dobre - mojej babci ;-)

1/2 kg mąki
3 dag drożdży
6 żółtek
8 dag cukru
10 dag masła ( stopić)
łyżka alkoholu ( najlepsza czysta lub nawet spirytus)
1/4 l mleka
płaska łyżeczka soli
cukier wanilinowy.


wykonanie:
drożdże rozdrobnić z mlekiem lekko ciepłym i odrobiną cukru - mają wyrosnąć.
żółtka utrzeć z cukrem na puch. Połączyć z drożdżami i mąką, alkoholem i na końcu letnim masłem. Wyrobić do momentu , aż ciasto będzie gładkie , lśniące i nie będzie się przyklejać do ręki. Trochę to trwa;-)
Pozostawić do wyrośnięcia.
Wyrzucić na stolnicę , lekko rozwałkować ( kawałkami) , nakładać konfiturę lub różę pomieszaną z twardą marmoladą. Wykrawać szklanką pączki . Pozostawić do wyrośnięcia. Smażyć na smalcu - temperaturę sprawdzić za pomocą skrawka ciasta
Wykładać na papier , aby nadmiar tłuszczu wsiąkł . Zimne pączki posypać cukrem pudrem pomieszanym z cukrem wanilinowym lub polukrować i posypać skórką pomarańczową ( wcześniej taką skórkę trzeba sobie zrobić - usmażyć w syropie ;-)
I już można jeść . Czasem wychodzą bardzo dobre , a czasem trochę gorsze;-)
Smacznego .

Zielone wnętrzności kurczaka

Tytuł może brzmi niezbyt zachęcająco ale jedzenie było smaczne.
Zaczęłam od przygotowania nadzienia. Mrożone liście szpinaku- uwaga liście a nie papka szpinakowa. 10dag lazura, rokpola czy innego błękitnego pleśniaka, trochę śmietany czosnek i sól. Z tego przygotowujemy na patelni farsz - tak jak normalny duszony szpinak:)
W kurzych piersiach robimy kieszonki. Moje pierwsze skojarzenie to operacja plastyczna biustu i wkładanie silikonowych wkładek.
Cycki napełniamy farszem szpinakowym i zapinamy wykałaczką. Wrzucamy w naczyniu żaroodpornym do piekarnika na ok pół godziny.
Podawane z dodatkową porcją szpinaku obok i smażonymi ziemniaczkami. Mniam:)
Planuję przetestować różne nadzienia.
Jednej rzeczy zabrakło w tej potrawie. Smak mięsa w połączeniu z doprawionym szpinakiem wydał się zbty delikatny. Myślę, że na przyszłość wystarczy piersi przed nadzianiem dobrze natrzeć czosnkiem i solą.

P.S.Ta ostatnia rada nie dotyczy operacji plastycznych ludzkiego biustu.

Łososiowe spagetti

Podsmażyłam dymkę i dwa ząbki czosnku, dodałam pokrojonego drobno wędzonego łososia i zalałam resztką whisky. Niestety skończyła się moja kulinarna butelka czerwonego Walkera więc długo pewnie nie będzie potraw z tym trunkiem:)
Pozwoliłam łososiowi upijać się tak dłuższą chwilę( ok 10 minut).
Jeszcze tylko opakowanie mascarpone i sos gotowy.
Zapomniałam o pieprzu- zielonym marynowanym. Podobno dodałam go za dużo.Ale tak ładnie wyglądał i moim zdaniem fajnie komponował się z łosiosiem.
Spagetti polane tym sosem cieszyło się bardzo różnorodnym zainteresowaniem:)
Więc nie wiem czy tak naprawdę smakowało komuś poza mną:)

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Lawasz po krakowsku

Znalazłam taki przepis(2 szklanki maki, 1 wody, lyżeczka soli i pieczemy).Patrząc na to co piecze się teraz w piekarniku, to nie bardzo przypomina mi znany do tej pory lawasz. No ale może wersja krakowska ma taka właśnie być. zobaczę jednak jak smakuje taki krakowkski lawasz. Obawiam się, że bardziej odpowiada mi wersja gruzińska.

niedziela, 20 stycznia 2008

ciasto z owocami

Najprostsze na świecie ciasto z owocami dowolnymi. Chociaż mi najbardziej smakuje z wiśniami. Wiśni teraz nie widać ani nie słychać ale pomarzyć sobie o nich można.
Potrzebujemy 6 łyżek mąki, 6 łyżek cukru, 3 jajka, 3/4 kostki masła, 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia i owoce - ok 20 dag.
Masło rozpuszczamy. Kiedy ostygnie dodajemy cukier, mąkę z proszkiem do pieczenia jajka i szczyptę soli. Mieszamy to wszystko i dodajemy owoce. Pieczemy na złoty kolor. Można taki placek posypać cukrem pudrem. To mała porcja więc polecam od razu upiec dwa placki, z różnymi gatunkami owoców.
Smacznego.

sobota, 19 stycznia 2008

Z dedykacją dla Gosi T.

śliwki pokryła pleśń

Ta mała przekąska powstała przez pomyłkę. Chciałam zrobić coś, o czym opowiadał mój mąż. Suszone śliwki zamarynowałam w piwie. Dobrym, polskim Żywcu. Kilka godzin się tak moczyły. Potem roztopiłam spory kawałek Lazura( w przepisie z opowieści ser leżał obok śliwek)i zanurzyłam śliwki w sosie. Całkiem przyjemna zakąska. Może kiedyś wykorzystam jako dodatek do jakiegoś mięsiwa...kto wie...

sałatka ziemniaczana- kocioł artystyczny

Sałatka powstawała dziś od rana. Najpierw ziemniaki - ugotowane i pokrojone w kostkę.
Potem wylądowała tam rukola - część została z obiadu. Pokrojone w plasterki kapary, połówki marynowanych winogron, słonecznik, oliwa wymieszana z czosnkiem i solą. Odrobina rozmarynu. To miał być koniec sałatki. Potem dodałam jeszcze trochę oliwek, szczypiorku, i kilka pokrojonych plastrów ananasa. Zrobiłam taką ilość sałatki, żeby zostało też na jutro. Hmm...niewiele zostało i nie dla mnie już.

piątek, 18 stycznia 2008

nadziewane cebule

Na początku miałam zrobić nadzienie wg przepisu. Gdzieś ostatnio chyba obił rzucił mi się w oczy.Mięso tam miało być i wiele innych rzeczy.
Niestety jak w większości przypadków nie udało się. Pomysł upadł już na etapie zakupów w tesco i osiedlowym ABC(przepraszam, teraz to się nazywa Merkury Market:))
Zadziwiająco łatwo drąży się w cebulach. Interesujący materiał rzeźbiarski.
Masa do środka to 1 z wariacji na temat mascarpone. Dodatek śmietany, odrobina serka lazur, drobno pokrojona szynka i kapary pokrojone w maleńkie plasterki.To wszystko zapieczone w piekarniku.Trzeba długo trzymać, żeby cebula zrobiła się miękka a nie łykowata.
Przyjemna przystawka lub jako główne danie tylko w ilościach większych niż 1 na głowę(a raczej żołądek.

Niby nic


Tylko drobno pokrojona papryka chilli, kilka listów rukoli, dobra oliwa, parmezan i makaron spagetti.

czwartek, 17 stycznia 2008

tak mi słodko...i dobrze, niedobrze

Zrobiłam czekoladę. Legendarną czekoladę babci Ani, którą objadałam się od wczesnego dzieciństwa.
Gęsta- najlepsza pomiędzy opłatkami- ale zwykły wafel też może być, jeszcze lepsza sama- z orzechami, migdałami lub solo.
Wyszło moje łakomstwo- zanim czekolada trafiła z garnka na waflowy plasterek nie było już jakiejś połowy. Potem jeszcze trzeba było wyczyścić garnek z resztek(nic nie może się zmarnować...) Pycha, deser idealny...
Nie będę wyjątkowo podawać przepisu. Niech pozostanie tajemnicą rodzinną. Mogę jedynie wspomnieć, że potrzebne jest kakao, masło i mleko(oraz kilka innych składników).
Rozpływam się od tej czekolady...
Możliwe, że gdybym teraz zjadła chociaż kawałek czekolady sama bym się w nią zamieniła.

pizza

Zbliżająca się sesja RPGa uświadomiła mi, że dawno nie jadłam pizzy. Nie pamiętam już kiedy ostatnio ją piekłam (oj chyba nawet pół roku temu...)
Przepis na pizzę mojej mamy( babcia Ania chyba też wg niego piekła) jest prosty ale dośc czasochłonny. Jak dzieci zajadaliśmy się z rodzeństwem tą pizzą (z żółtym serem, pomidorami, kiełbasą, cebulką, papryką, ananasem itd...) Wersja babci Ani był bardziej oryginalna(jak na pizzę) jako dodatki pojawiały się w niej gotowana marchewka, pietruszka, gotowane mięso(takie z rosołu) i wiele innych ciekawych składników:)
Na sporą porcję pizzy(moje dwie blachy)potrzeba
70dag mąki
2 jajka
10dag drożdży
1/2 l mleka
szczypta soli i cukru
+ wszelkie możliwe dodatki

Drożdże trzeba rozmieszać z odrobiną ciepłego mleka i cukrem (łyżka, łyżeczka)
Czekamy aż zaczną pączkować.Musi być ciepło
Dodajemy drożdże do mąki, wlewamy resztę cieplego mleka, jajka, sól i dobrze wyrabiamy. Do ciasta wlewam jeszcze trochę oliwy (ilość nieokreślona).
Ten etap produkcji trwa najdłużej- ok 20 minut. Ja wyrabiam ciasto ręką (swoją, czasem męża) a ostatnio wspomagam się cudowną miską do ciasta. Miska jest fajna- skraca wyrabianie ciasta ale nie zastępuje. Nic tak nie pomaga drożdżowemu ciastu jak masaż.
Dajemy ciasto na posmarowaną masłem blachę i czekamy jeszcze jakieś 15 minut, żeby sobie wyrosło jeszcze- najlepiej w pobliżu grzejącego się piekarnika.
Na górę wrzucamy nadzienie i pieczemy w temperaturze 170-180 C ok 1h.

czwartek, 10 stycznia 2008

Takie dobre dziś było


Niestety francuskie koperty z szynką i serem zniknęły w błyskawicznym tempie. wystarczyło tylko dla dwóch osób.
Dla Was pamiątkowe zdjęcie

środa, 9 stycznia 2008

antyafrodyzjak

Mam w swojej biblioteczce książkę Marii Szuszkiewiczowej "Kuchnia od Kuchni".
Ostatnio przeglądając ją trafiłam na taką ciekawostkę. Otóż w czasach starożytnych ogórki były uważane za środek leczniczy a nie tylko smaczne warzywo.Sok z nich miał podobno wpływać na rozwój inteligencji a także łagodzić namiętności. Arystoteles zalecał swoim rodaczkom, słynącym z bujnego temperamentu, popijać sok ogórkowy.
Cóż...nie był człowiekiem przychylnie nastawionym do odmiennej płci.

Sos serowy

Taki niewielki dodatek do makaronów, mięsa i drożdżowych bułek na parze.
Odrobina sera pleśniowego typu roquefort( rokpol, lazur itp również) chociaż oryginalny roquefort wyrabiany jest z mleka owczego a lazur chyba na oczy owcy nie widział... może tylko w sąsiedniej ladzie chłodniczej. Do tego ćwiartka kostki masła, jakis kremowy serek(Ostrowia) może być również gęsta śmietana. Roztapiamy wszystko na patelni i dodajemy 1-2 łyżki mąki. Mieszamy dokładnie, żeby grudek nie było i powoli wlewamy mleko. Chwilę gotujemy.
Jeszcze tylko odrobina soli i sos gotowy.

wtorek, 8 stycznia 2008

Zmiana koloru

Usłyszałam głosy buntu przeciwko czerni na moim blogu:) Podobno takie są blogi zbuntowanych nastolatek z problemami:)
Hmmm....
Lubię czerń i nie zamierzam z niej rezygnować a buntującym się Panom dedykuję tydzień krwistej czerwieni:))
Przydałby się do tego jakiś mięsny przepis( befsztyki, grilowana wołowina) do tego dobre wino, oczywiście czerwone.

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Nowy notatnik

Rozkręciłam się z pisaniem o kuchni, teraz pora na coś związanego z moją pracą. Tak więc zaczynam bloga jubilersko- galeryjnego.
Początki będą trudne więc trzymajcie kciuki

http://gogaart.blogspot.com/

Lasagne ze szpinakiem

Dosc czesto ja robię a jeszcze nic o tym nie napisałam. To kolejna prosta potrawa - do przygotowania w pół godziny.
Potrzebujemy opakowanie płatow lasagne- nie robię sama makaronu - bo nie jestem dobrą gospodynią domowa:)
2-3 opakowania mrożonego szpinaku(w lecie swieży) dusimy z czosnkiem i odrobiną masła. Dodajemy szczyptę soli.
Przygotowujemy beszamel- masło, mąka, mleko, gałka muszkatołowa, sól.
Trochę tartego żółtego sera, może być też kula mozarelli.
W naczyniu żaroodpornym układamy warstwami płaty,masę szpinakową, beszamel, ser. Ja zazwyczaj robie 3-4 warstwy, chociaż naczynie mogłoby jeszcze więcej zmieścić.

sobota, 5 stycznia 2008

zupa oliwkowa

Pierwsze spotkanie z zupą oliwkową to jakieś 2 lata temu( może trochę więcej, może mniej) w Moment cafe na ul Józefa.
Świeżo otwarta knajpka, przyjemny wystrój i klimat miejsca, które sprawia, iż nawet patrząc cały czas na zegary( a jest ich w Moment cafe mnóstwo)nie liczymy czasu.
Zupa oliwkową tu serwowana zajęła 2 miejsce na Festiwalu Zupy w Krakowie).
Delikatny krem oliwkowy, z czosnkiem(ale niezbyt dużo,) serkiem mascarpone a to wszystko podane z pysznymi grzankami z pastą z czarnych oliwek. Zupę jedliśmy wiele razy- i mogę śmiało powiedzieć, że tylko raz nie była dobra(kucharz miał zły dzień albo za mało ugotwał i musieli rozcieńczać).
nie rozgryzłam jeszcze do końca tajemnicy tej zupy( tzn nie znalazłam tego gatunku oliwek, którego używają) więc moja wersja nie jest jeszcze doskonała chociaż bardzo smaczna.
Żołądek przypomina mi, że dawno nie jadłam tej zupy:)

spécialité de la maison

Torty, torty i jeszcze raz torty.
W zasadzie każda z kobiet w rodzinie z której pochodzę może się pochwalić jakimś pysznym tortem. Jedna woli biszkopty, inna orzechowe ale wszystkie Panie łączy tort nugatowy.
Banalny w wykonaniu, wykwintny w smaku, niezapomniany...
Mogę śmiało powiedzieć, że towarzyszły mi od urodzenia. 1 świeczka była zdmuchiwana właśnie z tortu nugatowego.
Potem przewijały się różne zestawienia- nugatowo-migdałowy, nugatowo-biszkoptowy, torty kombinowane Babci Ani(ciężkie-orzechowo kawowe z dodatkiem owoców i lżejsze bezowo, biszkoptowe z owocowymi masami...
Długo zastanawiałam się czy umieszczać ten przepis na blogu. Może komuś nie wyjdzie i będzie zawiedziony?
Tak naprawdę dobry tort to lata doświadczenia, przekazywane z pokolenia na pokolenie i smak kształtowany przez kosztowanie kolejnych wariacji tortowych.

Przepis na 1 placek( cały tort może składać się z 2-3 placków- albo same nugatowe albo mieszane z lżejszymi(biszkopt, beza, boszkoptowo-orzechowe)

25dag orzechów włoskich( tu można zamienić na migdały i juz gotowy placek migdałowy)
6 białek
1 szklanka cukru
duża łyżka miodu( ja zawsze dodaję więcej i tort robi się słodszy)
Białka ubijamy, w trakcie ubijania dodajemy cukier, potem miód.
Na końcu mieszamy ubitą masę z posiekanymi orzechami.
Delikatnie(ale naprawdę delikatnie)wlewamy masę do posmarowanej masłem i posypanej bułka tartą tortownicy i pieczemy ok 20- 25 minut( czasem krócej, czasem dłużej.
Dwa- trzy placki przełożone masą tworzą tort.
Najlepsza masa do tortu nugatowego to czekoladowa.
O masach tortowych trochę poźniej.

środa, 2 stycznia 2008

coś na ząb

Sylwestrowa noc to nie tylko szampan. Kina niestety nie serwują zbyt wielu potraw.
Co prawda ARS w tym roku miał w ofercie gorący kubek( poza kawą, herbatą i standradami kinowymi -popcorn i cola) ale to nie było to coś o czym marzyliśmy.
Podążając raz z tłumem, raz pod prąd idącym sylwestrowiczom dotarłiśmy do Drakuli.
Przyznam, że po długiej przerwie miałam obawy co do tego lokalu.
Parę lat temu, jeszcze w starej siedzibie na ul Szewskiej pizza z Draculi to było COŚ - niezależnie od wybranej wersji - ostra dracula, z cebulą czy hawajska...Nie był istotny obskurny, przepełniony ludźmi lokal ale smak tej pizzy. Przeprowadzka zmieniła ten smak na niekorzyść i to bardzo chociaż miejsce jest sympatyczne. Na tyle zraziła nas do siebie, że przez ponad rok nie jadłam tam nic.
Aż tu wczoraj( a raczej już dzisiaj) miła niespodzianka. Dobrze wypieczone puszyste ciasto. Dużo składników na całej pizzy i przede wszystkim paliła niemiłosiernie( ostra jak zęby Draculi)
Cieszę się, że znowu będzie tam można wpadać na pizze(czasem zamówić do domu)
Życzę więc Draculi w 2008 roku, by utrzymała smak pizzy z Sylwestrowej nocy:)