poniedziałek, 31 grudnia 2007

Indyk w płatkach migdałowych

Nie lubię mięsa pieczonego, które jest tylko mięsem.
Dlatego indyka, którego dostaliśmy już upieczonego właśnie doprawiam.
Będzie sos pomarańczowy z płatkami migdałowymi. Nie obędzie się w nim bez jakiegoś alkoholu ale co to będzie nie jestem jeszcze pewna.
Idę do kuchni czarować. To będzie ostatnia potrawa w tym roku.
..............................................................
Indyk polany grubą warstwą miodu mniszkowego już się podpieka. Poza migdałami i pomarańczami wydusiłam jeszcze sok z jednej cytryny.
Jeszcze tylko szczypta pieprzu, likier pomarańczowy i gotowe.

Sałatka sylwestrowa

Myślę, że ta sałatka może spokojnie zastąpić obiad.Jest bardzo sycąca.
Po moich nieudanych próbach cepelinowych zostało mi kilka ugotowanych ziemniaków.
Pokroiłam kawałek szynki( w kostkę), dodałam kukurydzę, cebulę, zółty tarty ser, zieloną cebulkę, czerwoną paprykę trochę jogurtu i majonezu. do tego przyprawy.
Wielka micha sałatki będzie w sam raz przed wyprawą na Sylwestrowy Maraton do ARSu. Może zostanie coś jeszcze na Noworoczne śniadanie.

Sylwester

Zaczynałam pisać tego bloga żeby uporządkować swoje przepisy. Ponieważ moja kuchnia to głównie eksperymenty, nie zawsze zapamiętywałam składniki potraw wymyślanych w trakcie gotowania. Tu przynajmniej mogę wpisywać dokładnie to co dodałam a potem porownywać kolejne wersje potraw.
Z przyjemnością zauważam coraz bardziej poszerzające się grono czytelników.
Dziękuję Wam wszystkim bardzo.
Mam nadzieję, że nie tylko czytacie o tym co gotuję ale również sami, zainspirowani tym co piszę, próbujecie ekperymentować w kuchni.
Wszystkim czytającym i gotującym życzę pięknego 2008 roku!

ostatki


Udało mi się zrobić zdjęcie wczorajszego ciasta czekoladowego. Ostatnie dwa kawałki.

niedziela, 30 grudnia 2007

ciasto czekoladowe

Ciasto czekoladowe, które jest bardzo podobne do naszego murzynka, a nawet prostsze do zrobienia. Kilka chwil i gotowe.
Potrzemujemu:

- 2 tabliczki (200 g) gorzkiej czekolady
- 1 kostka (200 g) masła
- 100 g mąki
- 300 g cukru
- 6 jaj
- 50 g łuskanych włoskich orzechów ( mogą być również migdały)
Rozpuszczamy czekoladę z masłem w garnuszku.
Jajka ubijamy, dodajemy cukier i mąkę, mieszamy z wystudzoną czekoladą(z masłem)
Dorzucamy orzechy i migdały i pieczemy w formie keksowej, na blasze lub tortownicy.
Czas pieczenia mniej więcej 25 mnut( 200°C)
Ciasto bardzo smaczne- zwłaszcza w połączeniu z czekoladą na gorąco.
Zdjęcie będzie jeśli do jutro zostanie chociaż kawałek.

porażka kulinarna - cepeliny

Już jakiś czas temu obiecałam mojemu mężowi, że ugotuję cepeliny. Jedliśmy je w restauracji Jarema w Krakowie( tam gdzie mieliśmy wesele). Były pyszne i coś takiego chciałabym ugotować.
Do tej pory odbyły się trzy próby.Niestety nieudane...
Nie jestem przyzwyczajona do porażek kulinarnych, a ta była straszna.
Niby robię wszystko wg przepisu(a może to błąd?) Rozlatują się, albo są zbyt suche, zbyt mokre...
Sfrustrowana poprosiłam o pomoc forumowiczów z goldenline(moja ulubiona grupa gotująca)i od razu dostałam odpowiedź. Nie wiem czy to rozwiąże moje problemy z cepelinami ale zawsze to jakaś nadzieja. Jutro kolejne podejście. Mam nadzieję, że tym razem zakończy się sukcesem. Żeby nie zakończyć dnia czymś nieudanym upiekłam ciasto czekoladowe- typowe brownie. Pycha- będę je powtarzać

piątek, 28 grudnia 2007

Coś dobrego

Czasem chodzi za mną ochota na coś dobrego. "Coś dobrego" ma nieokreślony smak, nieokreslony wygląd, nieokeślony zapach. Nie ma na to coś przepisu bo za każdym razem jest czymś innym. "Coś dobrego" męczy i dręczy i zanim nie odkryję czym jest prowadzi do lodówki, do sklepu, w kierunku książki kucharskiej...
"Coś dobrego" czasem jest proste i łatwe do zdobycia innym razem męczy dłużej i potrzebuje więcej czasu.
"Coś dobrego" może być wszystkim co smakuje zawsze lub tylko okazjonalnie.
Dziś znowu pojawiła się ochota na coś dobrego. Nie ma tego w kuchni(już sprawdziłam)
Do sklepu już się nie wybiorę(za późno).Poszukam przepisu i może starczy mi się jeszcze dziś by zrobić coś dobrego

Domowe przepisy na przeziębienie

Zima zwiększa zapotrzebowanie na domowe leki przeciwko przeziębieniom. Ile domów tyle metod leczenia. Pomyślałam, że warto zebrać je by móc stosować hurtowo.
1.Herbata z sokiem malinowym( ale rpawdzimym sokiem a nei syropem ze sklepu- nawet te o swojsko brzmiących nazwach są syropami a nie prawdziwymi sokami.
2.Herbata z cytryną i miodem, suszonymi malinami, wódką, whisky, gożdzikami. Może być czarna. Ja preferuję zwykłą senchę.
3.kogel-mogel. Wersja dziecięca tylko jajko i cukier - taka bardziej dorosla- wzbogacona sppirytusem lub whiskey.
4.Grzane wino - z cynamonem, miodem, goździkami, rodzynkami, migadałami, cząstkami pomarańczy...mniammm rozmarzyłam się...
5.Zwykła cytryna z cukrem - wykręca usta ale rzeczywiście pomagana gardło( tu powinna odezwać się moja mama - z jakimś " a nie mówiłam:)
6. Syrop czosnkowy Babci Tosi. Najgorsze lekarstwo jakie znam. Już wolę ból gardła i gorączkę niż picie tego specyfiku. Podobno pomaga ale, żeby tak się stało trzeba jeszcze uwierzyć w działanie tego leku.Ja nie wierzę.
7.Rzucie aloesu- to z kolei przepis Babci Ani. Smak gałązek aloesu jest bardzo delikatny. Podobno pomagają na gardło- ja to pamiętam tylko jako coś smacznego.
8.Mamałyga ze śmietaną i kasza manna z sokiem malinowym.Teraz się wszyscy oburzą,że nie są to potrawy lecznicze. Może i nie są ale mnie leczyły. Kojarzą mi się z dizeciństwem i przeziębieniami.
9.Najswieższy wynalazek leczniczy. Drink na bazie czerwonego jasia wędrowniczka - poelcany przez znawców tegoż trunku. Kieliszek whiskey, kieliszek śmietanki 30%, trochę miodu i lód. Wymieszać dokładnie i pić. Uwaga! Zabójczy- może nawet bardziej niż grzaniec ale działa.
10.Adwokat domowej produkcji.Tajna receptura mojego męża w połączeniu ze swieżymi jajkami(dostawa przemyska:) leczy gardło przez cały rok. Idealny do lodów.Niestety szybko mi się przejadł. Po roku przerwy zatęskniłam za kieliszkiem- oczywiście jako lekarstwo.
Jak tylko przypomnę sobie jakieś inne lecznicze przepisy uzupełnię bazę.

poniedziałek, 24 grudnia 2007

Ciasteczka korzenne PEPPARKAKOR

Zrobiłam coś mniej więcej według przepisu znalezionego na forum mojej ulubionej goldenlinowej grupy kulinarnej.

Tak wygląda oryginalny przepis
50 ml wody

60 ml miodu

50 g cukru do wypieków

60 g margaryny

260 g mąki pszennej

1/3 łyżeczki sody

1/2 łyżeczki mielonego imbiru

1/4 łyżeczki mielonego pieprzu

1 1/2 łyżeczki cynamonu

1/2 łyżeczki sproszkowanych goździków

(zamiast przypraw można użyć 2 łyżek gotowej przyprawy do piernika)

Wodę zagotowujemy z cukrem i miodem. Do gorącej masy dodajemy przyprawy korzenne i margarynę, mieszamy aż margaryna się rozpuści. Gdy masa trochę przestygnie (nie całkiem, ma być wyraźnie ciepła) wsypujemy mąkę wymieszaną z sodą. Dobrze mieszamy. Ciasto jest luźne. Przekładamy ciasto do miski, przykrywamy folią i schładzamy przez noc. Następnego dnia wałkujemy ciasto (musi być bardzo cienkie), wycinamy ciasteczka i pieczemy przez 6-8 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni.
Ja dodałam oczywiście więcej cynamonu i miodu.
Teraz pozostało mi oblanie ciastek polewą z czekolady.

Wrażenia ekstremalne

Po raz kolejny chilli i czekolada- tym razem wydanie ekstremalne
czerwone papryczki chili z ogonkami w ilościach niewielkich.
gorzka czekolada, 1 łyżka masła, kieliszek likieru cointreau, 2 łyżki brązowego cukru
Papryczki przecinamy na pół i usuwamy pestki chociaż w całości wyglądają ładniej...
Zalewamy papryki gorącą wodą i odtsawiamy na chwilę(ok 30 minut)
Rozpuszczamy czekoladę, dodajemy likier, masło i zanurzamy paryczki w gorącej płynnej masie. Wrzucamy do lodówki/zamrażarki i jemy w małych ilościach

piątek, 21 grudnia 2007

Wiedźma o duszy dobrej wróżki czyli ukryta słodycz

Bajek opowiadać nie zamierzam, Pisać autobiografii również. Podam tlyko przepis na pikantne udko z kurczaka z ananasem.
Udka marynujemy przez kilka godzin w przyprawach z dodatkiem oliwy. Chilli, słodka papryka, pieprz czarny, sól, odrobina kardamonu- dowolna kombinacja z odrobiną lżejszych smaków -zioła prowansalskie, oregano.
Kroimi kilka ząbków czosnku w plasterki- nacieramy nimi kurczaka.
Teraz najważniejsze- Po skórę kurczaka wkładamy po plastrze ananasa - więcej się nie zmieści- chyba, ze mamy kurczaki mutanty a nie takie małe, z ptasią grypą.
Również pod skórę wlewamy sok z ananasa- wypłynie ale to nie szkodzi.
Możemy dodać również mandarynki z puszki. Oczywiście razem z sokiem
Całość wkładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy.
Ciekawie wygląda takie upieczone udko z zarysowanym na powierzchni krążkiem ananasa.
Mocniejsze przypieczenie skórki powoduje uwolnienie się ananasa na powierzchnię uda:)
Ten ostro - słodki sos z kurczaka wspaniały jest także na zimno z dobrym pieczywem.

Święta

Nie będzie nietypowych przepisów świątecznych. Tu jestem tradycjonalistką.

Musi być czerwony barszcz z uszkami,
pierogi z kapustą i grzybami,
karp smażony,
karp w galarecie
kutia- !!! w dużych ilościach,
kompot z suszu
makowce różnego rodzaju
pierniki - kształt i rozmiar dowolny

To jest Wigilijna Podstawa- cała reszta - śledzie, ziemniaki z octem, sałatki- mogą się zmieniać.
Niestety nie mam zdjęcia wigilijnego karpia.
pozostało tylko to...

poniedziałek, 17 grudnia 2007

Orzechowy odlot

Podstawowa zasada w kuchni- nic nie robić z gorączką!
Robiłam w takim stanie sos orzechowy do kopytek i teraz nie mogę się patrzeć na orzeszki ziemne.
Trochę bałam się tych orzechów ale przeczytałam przepis Kręglickiej i postanowiłam zaryzykować( to wszystko przez temperaturę...)
Zmielilam garść orzechów nerkowca, nieco więcej orzechów ziemnych(oczywiście bez łupek)
i wrzuciłam na topiące się na patelni masło(ok pół kostki) do tego dodałam parmezan, sos sojowy, łyżkę miodu(za dużo - sos moim zdaniem był zbyt słodki)
dużo imbiru, ząbek czosnku, kilka kropli octu winnego i to chyba tyle. Przynajmniej teraz tak to pamiętam. Chwilę podsmażałam wszystkie składniki cały czas mieszając. Wrzuciłam ugotowane kopytka na patelnię i wymieszałam dokładnie z sosem.Potem już tylko pozostało to zjeść. Tu pojawił się problem - sos jest ciekawy, oryginalny ale pierońsko sycący. Danie chyba lepsze jako przystawka, może odrobina sosu do mięsa ale taki wielki talerz kopytek z sosem orzychowym to było już dla mnie za dużo.
Od wczoraj, więc cierpię na orzeszkowstręt pospolity. Mam nadzieję, że szybko mi przejdzie bo chciałabym wypróbować ten sos z pieczonym schabem np albo udkami czy skrzydełkami.

A to przepis Agnieszki.Kręglickiej z kuchnia.gazeta.pl który był moją inspiracją w gorączce.
Sos z orzeszków ziemnych

Składniki:
- 1 szklanka masła z orzeszków ziemnych
- 1 szklanka mleka kokosowego
- 3 łyżki oleju
- 1 cebula
- 2 łyżeczki utartego imbiru
- 3 utarte zšbki czosnku
- 3 łyżki słodkiego sosu sojowego
- szczypta kruszonego chilli lub pasta chilli
- sok z 1/2 limonki
- 3 łyżki sosu rybnego

Sposób przyrządzania:

Zeszklić cebulę, dodać czosnek, imbir, chilli i sos sojowy, trochę wody, zagotować. Dodać mleczko kokosowe i masło orzechowe. Wymieszać. Dodać sos rybny i sok z limonki. Doprawić. Podawać na zimno posypany kolendrą.

piątek, 14 grudnia 2007

placki kukurydziane

Placki kukurydziane to dzisiejszy eksperyment.
Nie zawierają w sobie mąki kukurydzianej ale całe ziarnka kukurydzy.
Dwa jajka, mąka, trochę mleka, odrobina proszku do pieczenia, sól, pieprz, ostra papryka i kilka kropli sosu sojowego- To wszystko ładnie zmiksowane wymieszane z puszką kukurydzy(bez puszki). Smażone na patelni jak placki ziemniaczane, jabłkowe czy jakieś inne. Ciepłe można posypać tartym serem( parmezan lub dowolny inny w kolorach od bieli do ciemnej żółci)Plesniaki odradzam- mogą być zbyt agresywnym akcentem przy delkatnej slodkiej kukurydzy.Chociaż kto wie...

pstrąg z rozmarynem

Pstrąg sam w sobie jest tak pyszną rybę, że żal ją psuć innymi dodatkowymi aromatami.
Zaryzykowalam jednak i po natarciu ryb solą morską dodałam jeszcze solidną garść rozmaryny do środka. Zapach po upieczeniu był delikatny ale ładnie komponujący się z pstrągiem. Następnym razem wypróbuję, jeszcze mocniejszy aromat ale nie będzie to estragon.

Marchewa

sobota, 8 grudnia 2007

sałatka na ciepło

Właściwie można ją równie dobrze nazwać zapiekanką.
Podstawą są ziemniaki- ugotowane w mundurkach i pokrojone w dużą kostkę.
Kiedy ziemniaki się gotują na patelni lekko podsmażamy cebulę, dodajemy czerwoną fasolkę z puszki- i uwaga! whisky( oczywiście najgorszą mozliwą- czerwonego Jasia Wędrowniczka - nadaje się tylko do gotowania)przyprawiamy ostrą papryką, solą pieprzem, może też być tymianek i dusimy przez ok kwadrans. Czasem trzeba dolać wody(zwykłej z kranu lub ognistej:)
Łączymy ziemniaki z rzeczami uduszonymi na patelni i posypujemy parmezanem. Jemy - w dużych ilościach.

jagnięcina

Kolejny debiut kulinarny.Jakoś wcześniej jagnięcina mi nie smakowała. Doceniłam ją dopiero w swoim wykonaniu.
Taki udziec jagnięcy wystarcza na 2 obiady dla dwóch osób- więc mięska jest sporo.
Przepisów na jagnięcinę zbyt wiele nie znalazłam więc jak zwykle dobierałam sama dodatki. Natarłam udziec czosnkiem, solą, miętą suszoną, tymiankiem, majerankiem, pieprzem, ziołami prowansalskimi i bazylią. Skropiłam lekko oliwą(może nie było to potrzebne bo baran tłusty był i włożyłam w naczyniu żaroodpornym do piekarnika. Długo się mięso piekło ale wyszło całkiem smaczne.
W zamrażarce czeka drugi kawał barana - może jeszcze przed Bożym Narodzeniem upiekę jakoś inaczej...

wtorek, 4 grudnia 2007

ach ten seler...

Od wczoraj sałatka z selerem naciowym stała się jedną z listy moich ulubionych sałatek.
Makaron kokardki- czy farfalle jak kto woli. Dusimy pieczarki(ok 20-30dag), podsmażamy słonecznik i rodzynki. Kroimi drobno zieloną cebulkę lub szczypiorek no i oczywiście selera.Wszystko solimi, pieprzymy, i parmezanimy( no chyba tak powinno nazywać się posypywanie parmezanem?)
a i oczywiście 2 ząbki czosnku, może trochę czerwonej słodkiej papryki.